Po raz ostatni

DSC_0080.JPG

Spacer. Mróz jakby na pożegnanie, -10 albo i więcej. Skrzypiący śnieg, rozświetlony słońcem. Zimno, ale w ogóle bez jakiegokolwiek przejmowania się nim. Po prostu przyjmowanie i radość nim, bo już jutro nie będzie po nim śladu. Przecież śnieg, zima, narty, łyżwy – to wszystko takie cudowne, takie nasze!

Prysznic. W ciepłej wodzie. Tak ciepłej, jak tylko przyjmie skóra. Bez pośpiechu. W czystej łazience. W domu. I czucie jakby bardziej, jaka to radość, bo już jutro nie będzie tak kolorowo. Woda – owszem, ale jakby straszniejsza. Bo broń Panie, żeby się jej przypadkiem napić. Ciepła? No jak sobie załatwimy i zamontujemy bojler:)

Widoki wokół domu. W najpiękniejszych światłocieniach, które zafundował ten ostatni poranek. Chwytać, ile się da, bo już jutro wszystko będzie nowe. Niepoznane może i będzie piękne, ale zawsze inne i „niemoje”.

Kolędy. W kościele na organach. Tak piękne i tak nasze, polskie. Dostrzegam nagle niespójne linijki tekstów, ale wytrwale z tradycją śpiewane od lat. Ale cieszę się nimi jak dawno, bo już jutro być może otoczy mnie inna muzyka. I czy będę miała nastrój do słuchania kolęd w pełnym słońcu  grzejącym 25. stopniami ciepła?;)

Rodzice, Ciocia i Wujek. Wsparcie totalne. Nie mogłabym lepszego sobie wymarzyć. Tak trudno jest poradzić sobie z wszystkim samemu. W tym wypadku nie dałabym rady sama. Każde pakowanie bagaży to dla mnie wyzwanie życia;p. Chłonięcie więc pomocy, ile się da, bo już jutro trzeba będzie poradzić sobie prawie całkiem samej. Z wszystkim. Trudniejszym, bo nowym. (Może się okaże, że pakowanie to pestka?;p)

Bliscy, wspieracze, przyjaciele. Co ja bym bez nich zrobiła?<3
Da się wspierać też na odległość – jakież szczęście! Ale czerpię, ile się da i dziękuję całym sercem. (Bo jutro, tak naprawdę, może właściwie nie być internetu lub prądu. 🙂 )

Wszystko się niebawem okaże!
A to, co znam, żegnam przecież tylko na 54 dni:)
Więc już zapominam i otwieram na chłonięcie tego, co zobaczę po raz pierwszy. Będę próbowała mieć oczy i duszę szeroko otwarte na to wszystko. No bo dopiero od teraz przecież każdego dnia będę widziała pewne miejsca i doświadczała pewnych rzeczy naprawdę po raz ostatni. No chyba że kiedyś mnie jeszcze tam przywieje, ale tego nie wie nikt.

Tak cudowne jest cieszenie się czymś bardziej. Mocniej. Do głębi. A rzadko się tego tak naturalnie doświadcza. A może warto o tym nie zapomnieć i po prostu każdą piękną chwilę chwytać tak mocno, jakby się ją miało przeżyć po raz ostatni? 🙂

 

DSC_0094.JPG

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s