Before you wake up in Africa, part 3

Kolejny dzień w Stambule (już sprawdziłam, że po polskiemu poprawnie jest Stambuł;p). Dziś w końcu nieco leniwie. Bez stania w nieogarnionych kolejkach (no, poza dwuosobową w sklepie:)). Należało nam się trochę odpoczynku, zdecydowanie.

Nadal mokro, roztopo-zaspy. Ale wybrałyśmy się dziś po buty, które temu zaradzą. Okazało się, że 200 metrów od naszego hotelu jest ogromna galeria, z m.in. Decathlonem i Ikeą ;p Nie widziałyśmy jej wcześniej, tak sypało i tak było szaro!;D
Ale co dalej. Buty. Monika ma dobre, ale my z Martą już gorzej. Decathlon na celowniku:) Przedzieramy się przez te roztopo-zaspy, idąc to chodnikiem, to ulicą (ledwo widać przez te śniegi, którędy można właściwie iść), ale jest na szczęście blisko. Na pasach podobno w Turcji trzeba się wpychać, żeby w ogóle przejść, bo kierowcy nie stają inaczej. Potwierdzam.
Dalej – galeria. To, że na lotnisku są kontrole, to rozumiem. Nawet przy wejściu na teren lotniska po prostu – okej. Ale co mnie zdziwiło totalnie, to że przy wejściu do galerii także masz  „test bramki”. Odkłada każdy torebkę na taśmę do prześwietlenia, telefon na taką półeczkę i przechodzi przez bramkę (zawsze z nadzieją że się nie zapiszczy;p). Zabiera sobie telefon, odbiera torebkę, można iść na zakupy.

Dalej – szukamy Decathlonu – wita nas w końcu pierwszy symbol Afryki na naszej drodze!!! 😀 Ogromna żyrafa. Co prawda z lego, ale to już coś;). Oto i ta ślicznotka.<3

Istambuł żyrafa.JPG

Potem dociera do nas zapach gotowanej kukukrydzy;D Tak, tak jak u nas w lato nad morzem:) Tylko w centrum handlowym sprzedają po prostu:)
Ale idziemy zadowolone dalej. Moją uwagę przykuwają cały czas kobiety w burkach. Różnego rodzaju. To dla mnie takie egzotyczne. U nas przecież tak nie ma. A tutaj to zupełnie normalne. Nie chodzi tak oczywiście każda kobieta.Próbowałam oszacować, ile z nich. Chyba około co szósta. Symbol ich wiary. A dla Polaka chyba najczęściej kojarzony bardzo negatywnie. Z relacjami z krajów muzułmańskich, z wiadomości o jakichś kobietach, które zostały pobite przez mężów, z uciskiem kobiet. Albo z czymś po prostu obcym. A to są normalne, zwykłe kobiety . Funkcjonują jak każdy inny. Uśmiechają, robią zakupy ze znajomymi, noszą piękne rzeczy. Tyle udało mi się przynajmniej przez ten krótki czas zaobserwować. (a co z tej gorszej strony, to że  jedyne osoby jak tu jestem, które jak gdzieś szły, to się przepychały potrącając mnie bezpardonowo jakby w ogóle nie zwracały mnie uwagi, nie przejmowały, że może zachowały się nieuprzejmie – to zawsze były kobiety w burkach;p ale już nauczyłam się przez te 3 dni nie oceniać ludzi pochopnie, więc to pewnie były pojedyncze przypadki akurat:))

Po chwili szukania, znalezieniu drogi do Decathlonu, okazaniu się, że wyjście z jego strony jest zamknięte i strzegą go ochroniarze i przejściu trochę inną drogą, docieramy do celu. A tam na jednym z działów „dzikie tłumy”. Inaczej tego nie potrafię nazwać. Dział z ocieplanymi kaloszami;D Nawet nie próbowałam tam wejść. Toczyła się prawdziwa walka 😀 Widać tu zima i uliczne rzeczki zaskoczyły nie tylko nas.

Marcie udało się kupić takie kaloszki:) Ja zrezygnowałam, może jutro coś znajdę.

Na koniec widok z naszego okna. Z wczoraj i z dziś. (A w ciągu dnia kilka słychać śpiewy z meczetu! 🙂 )

Istambuł z okna01.JPG

Istambuł z okna02.JPG

Troszkę się przejaśniło i na razie przestało padać! 🙂

Lot do Kenii dziś też był odwołany. Na szczęście to nie nasz.
Ale coś czuję, że nasz – wtorkowy – już poleci. Poleci, prawda??

Advertisements

2 thoughts on “Before you wake up in Africa, part 3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s