Before you wake up in Africa, get into the plane, Istambul part 6

Odpowiednio wcześnie, wybrałyśmy się na lotnisko, by w końcu wylecieć do tej wyczekiwanej Afryki. Mimo że s Stambule nam się nawet spodobało. A Monika spełniła swoje marzenie o zwiedzeniu tego miasta<3

Miałyśmy pójść do check-inu, odebrać boarding passy, dalej do kontroli paszportowej i czekać na numer bramki, a potem na boarding. Tak było!:D Wszystko szło gładko i zgodnie z planem. Na check-in czekałyśmy mniej niż pół godziny, było w porządku. Później wyczekiwanie na to, czy przy naszym locie pojawi się „delayed”, „cancelled” albo „gate open”:) Pojawiło się w końcu to ostatnie! I numer bramki. Poszłyśmy czekać spokojnie, uda się!!!:)

DSC_0185.JPG

Nairobi, gate 300! ;D

Zaczyna się boarding. Tłoczący się pasażerowie stoją do ostatniej kontroli, przed wejściem do busika, który ma przewieźć do samolotu. W końcu zaczynają wpuszczać po kartach pokładowych. My z Moniką spostrzegamy się, że nie mamy przypisanych miejsc, tylko „SBY”. Ktoś nam potem powiedział, że to ‚standby’, czyli że dopiero przypiszą do nich miejsce. Czekamy spokojnie. Parę osób już panikowało, że nie wsiądzie, że na pewno nie ma miejsc i dlatego to całe zamieszanie. Ale przecież mamy bilety… Czekamy więc.

Przepuszczają najpierw pasażerów z miejscówkami. Okej. Potem zaczyna się nerwówka. Przepychanie. Pretensje. Dwóch panów, którzy wpuszczali dalej, zadecydowali, że będą wyczytywać po nazwiskach i tak wpuszczać. Coś szło jednak bardzo opornie… Przez 15 minut wpuścili może kilka osób. Jakby nie do końca wiedzieli, co robią. A my cóż, czekamy.

Wołają. Chyba słyszę moje nazwisko, ale nie jestem pewna. Idę dopytać, ale zanim się przecisnęłam, już wołali kolejną osobę. Czekamy dalej. Ja usiadłam. Podnoszę głowę, a Monika już za wejściem, wchodzi. Wstaję, obserwuję, czekam. Patrzę jak któryś raz pan nerwowo liczy boarding passy. 15…, 16…. Jeszcze raz. Weszło jeszcze kilka osób. 18…, 19…, 20…, 21. Nagle koniec. Mówią, że nie ma już miejsc w samolocie. Jakimś dziesięciu/piętnastu osobom, które zostały. Trzy z nich z biznes klasy. Idźcie do Transfer Desk, przebukować bilety na kolejny lot……

A Monika pojechała. Zostałam więc sama. Teraz zaczęła się dopiero walka. Z samą sobą.
Szliście kiedyś tak szybko, żeby nie skupiać się na myślach, tylko na celu?
W punkcie, do którego nas skierowali, przekierowali nas do innego… Idę – znaaam to miejsce. To ten sam, co w piątek. Tylko z 2 razy dłuższą kolejką… Nie ma szans, nie czekam. Smsuję z Moniką, pytam co ona robi. A ona mi, że są jeszcze wolne miejsca, żebym wracała!
Biegliście kiedyś tak szybko, ostatkiem sił, że czuliście, że jedno zachwianie, jeden krok, a nogi mogą się pod tobą ugiąć bez twojej woli, ale biegliście i tak, bo było to jak walka o własne życie?
Pierwsza przeszkoda – żeby tam wrócić, muszę znowu przejść kontrolę paszportową. Wyjmowanie elektroniki, kosmetyków w woreczku, ściąganie kurtki, butów… tak, to to. A ja muszę biec! Na szczęście nie było kolejki. Robię to jak w popłochu, ale szybko zwijam się, nie wiążę butów, biegnę dalej. Znam drogę. Nogi właśnie robią się już takie jak z waty. Dobiegam. Bramka 300. Nie ma nikogo. Modlę się w rozpaczy. Przychodzi pan, który wpuszczał, rozmawia przez telefon, widzi, że chcę o coś zapytać. Czekam, czekam. W końcu pytam, mówię, że są miejsca, że jeszcze nie odleciał; mówi mi, że nie ma busa, który by mnie mógł zawieźć. I idzie jakby wymigując się od czegokolwiek. Padam.
Dzwonię do taty, mówi żebym szukała bramki obok, że może tam bus mnie podwiezie. Jest jedna otwarta! Idę, pytam. Bardzo uprzejmy pracownik. Sprawdził w systemie sytuację. Tak, są miejsca. Ale system już zamknięty. Nic się nie da zrobić. A bus? Jedzie w inną część lotniska…

Koniec. Nic już nie zrobię. Koniec, czy początek? Procedury i kolejne 24 godziny w tym dwukontynentalnym mieście przede mną…

Dzwonię po pomoc w rozpaczy. Uspokajam się. Decyduję, że nigdzie nie będę się spieszyć. Zjem, nabiorę sił, pójdę załatwiać, co trzeba. Mam milion przemyśleń. Jedno – najważniejsze – że muszę się nauczyć walczyć o swoje i że muszę wbić sobie do głowy, że jestem TAK SAMO WAŻNA. Tak samo, jak każdy inny. Nie mniej, nie bardziej. Jak chcę coś powiedzieć, to mówić, dlaczego miałabym być pomijana? Jak czegoś nie wiem, to krzyczeć! To nic, że spojrzą dziwnie. Może wcale nie? JESTEM TAK SAMO WAŻNA. Bo wartość dana mi jest z góry, nie przez to, co robię, czy co mówię. Tak samo każdemu człowiekowi. Z tym przekonaniem idę dalej.

Zamawiam jedzenie i coś słodkiego. Muffina. Ale jak go widzę z bliska, to już nie mam na niego ochoty. Najchętniej wymieniłabym na coś innego. Zapytać? Oczywiście, że zapytam! Jestem ważna. Co mi szkodzi. Nie, to uprzejmie podziękuję, że nie. Wymieniają mi bez jąknięcia na gorącą czekoladę:)

Odpoczęta, idę dalej. Pełna sił. I pokoju. Transfer Desk again. Staję  w tej koleeeejce, na końcu, już jest trochę krótsza. A tu podchodzi pan z obsługi, że nie mamy tu czekać, tylko iść do Hotel Desk, dostaniemy hotel. Uff! Nie musze tu stać!:D Kilka osób idzie ze mną. Ktoś zagaduje, czy mówię po angielsku, idziemy razem. Jest raźniej. Czekamy razem na kontrolę paszportową, pan śmieje się, jak widzi, że mam już wizę i że dziś podbita już na wyjście;p. Puszcza mnie z powrotem. Idziemy do kolejki po hotel. Dłuuuuuga. Mój towarzysz nie lubi czekać, widząc kolejkę załamuje ręce, chce dzwonić po taksówkę i szukać hotelu na własną rękę. Ale pytam, czy może jednak spróbuje. Trochę rzucam wyzwanie, żeby ćwiczyć cierpliwość. Czekamy. W milczeniu.W ogóle nierozmowny;p Prawie 2 godziny. Ale całą kolejkę razem.

DSC_0192.JPG

Doczekujemy się. Podchodzę do okienka – „nie możemy Pani przyznać hotelu, bo nie ma Pani następnego biletu, musi Pani iść przebukować, do check-in piętro wyżej” …
(Dobrze, że nie na Transfer Desk…, myślę)
I pełna pokoju, zadowolona. Jak to możliwe? Jest 2 w nocy.
Mój towarzysz dostaje hotel. Ja wracam do tego młyna…

Na check-inie – praktycznie brak kolejek. Podchodzę. Coś nie tak. Idź do check-in supervisora. Idę. Czekam. Pokazuję boarding pass. Czekam. Nie da się przebukować, bo były wolne miejsca w samolocie. Idź do Denied Office. Dobrze. Idę.
Nikogo w kolejce. Ciemne pomieszczenie, myślałam, że nikogo nie ma. Klamka jednak ustępuje. Siedzi jeden pan, przy zgaszonych światłach i robi coś przy komputerze. Czekam. Jest woda. Biorę trochę i gaszę pragnienie.
Pan w końcu pomaga. Od ręki drukuje mi nowy bilet, już z przypisanym miejscem. Współczuje mi, spokojnie słucha, co mam do powiedzenia. Drukuje potwierdzenie tej sytuacji, o które proszę. Wracam do Hotel Desk. Będą kolejki? Nie ma<3 Jakieś 10 minut czekania. Okienko, każą czekać na busa. Czekam. Poznaję Mongołkę, która zna moje imię, mówi, że z Biblii, cieszę się:) W końcu wyczytują po nazwiskach, kto do jakiego hotelu. Gdyby nie ona, nie usłyszałabym, że wołają mnie. Tak akcentują, że nie mogę poznać własnego imienia! Ale biegnę. Czekam. Jedziemy. Godzina, jesteśmy. Wysiadamy. Nie ten hotel, kierowca pomylił, bo to ta sieć, tylko inny… Kolejne pół godziny. Jesteśmy. Kolejne pół do zameldowania. Czekam. Już nawet nie chce mi się spać. Tylko jestem zmęczona. Dostaję pokój. Prysznic. Wifi. Informuję już za darmo (;p) co ze mną, że wszystko już dobrze. 6.30, mogę zasnąć…

Dużo, jak na spodziewane przez nas na ten wieczór i noc: przyjazd na lotnisko-checkin-bramki-odlot-przesiadka-przylot do Lusaki. Ach:D
Trzeba marzyć, ale nie oczekiwać. Na tyle rzeczy nie ma się wpływu. Robić, co można, i przyjmować, co jest dane. To jest pokój.

DSC_0188.JPG

to nie kryptoreklama, nie wiem, co to kilim;p Ale spodobała mi się głowa w marzeniach:)

Zapytać można, co jeszcze złego może mi się przytrafić, czego nie dało się w żaden sposób przewidzieć? Nie mam pojęcia;D Pewnie będę miała problem z bagażem. Monice zaginął. I Marcie też. Monice nawet podręczny zabrali, „bo się nie zmieści”. Musimy jakoś je odzyskiwać. Wnioski, dowożenie za parę dni. Spróbuję zrobić coś, żeby moje choć nie zaginęły… Lecą tam przecież listy dla dzieciaków w Lindzie!

Zapytać można, jak ja jeszcze daję radę. Modlitwa. Moja i innych. Bóg. Wsparcie. Bliskich, zawsze i wszędzie. Góry dla mnie poruszyli. Te dwa powody. Nie widzę innego wyjaśnienia.

Zapytać można, czy coś dobrego tu dziś napiszę;D TAK! Jestem wdzięczna za to, co jest. Gdzie jestem. Za ten dzień więcej. Nie zjadłabym inaczej najpyszniejszych w życiu grillowanych warzyw z ryżem, nie spotkałabym tylu wspaniałych ludzi! Adama z Singapuru, z którym rozmawialiśmy całą drogę o naszych krajach, fotografii i pasjach. I innych. Dwa słowa o nich:)

Kogo poznałam dzięki temu, że pracownicy Turkish Airlines nie umieją liczyć (lub nie znają standardów postępowania w sytuacji, gdy linia zrobi overbooking i te osoby rzeczywiście przyjdą na lot…):

-Normana, ‚professional soccer player’, z Chicago, trafiliśmy na siebie w windzie do Transfer Desku, potem w kolejce; i razem sobie przechodziliśmy przez cały proces. Spędziliśmy ze sobą ponad 2 godziny, ale on nie był wcale rozmowny;p mimo to dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy o ‚zawodowym piłkarzu’… Że gra na ‚left wing’, że ma miesiąc wolnego w roku (właśnie wracał z niego) i że to dla niego krótko i chciałby dłużej; że jeździ po różnych krajach na mecze; że jego marzeniem jest grać w klubie w Anglii; że jak skończy karierę, to może założy jakiś biznes; że oprócz grania nic nie robi (!), ma 2 treningi dziennie a poza nimi to odpoczywa i śpi. Zdziwiłam się nim. Przez ten cały czas nie zadał mi żadnego pytania.No okej, nie lubi rozmawiać pomyślałam. Trudno. Ale stał ze mną do samego końca. Wcześniej narzekał, że nie wystoi tyle i chciał brać taksówkę. Zaraz! Zadał jedno, na początku jak była sytuacja z tą kolejką do Transfer desk i nas odesłali – „Do you speak English?” ;D Cieszę się, że trochę dzięki mnie było mu łatwiej:)

– Marlę z Mongolii, która wracała z touru po Europie, który zrobiła sobie z koleżanką (ta wróciła wcześniej), m.in. po Paryżu, Lionie, Rzymie, Madrycie… ❤

– Adama, z Singapuru:), policjanta, który uczy się teraz na graphic designera, jest też fotografem, maluje graffiti, gra w zespole, na gitarze. I pierwszy raz w życiu widział tu śnieg!!! ;D

Kilka innych osób, które po prostu zamieniły ze mną parę słów lub zdań. Z Bostonu, z Pakistanu. Na lotnisku oczywiście przyobserwowałam mnóstwo różnych ludzi, różnie poubieranych, jak beduinów, jak jakichś z Indii, czarnych i białych, niskich i wysokich, no przeróżnych; a patrzyłam z oświecającą myślą, że każdy – to równy i wartościowy CZŁOWIEK!!!

Czego jestem pewna – to że świat jest tak nieodkryty! Przez każdego z nas. Widzimy tak mało, a jest tyle otwieraczy horyzontów! Tylu ludzi! Tyle kultur! A wszystkie prawdziwe. Nie są tylko ‚z telewizji’. Prawdziwe, najprawdziwsze. I kelner z ekskluzywnego hotelu istnieje, i kucharz, który specjalnie dla Ciebie smaży przy Tobie omleta, jakiego sobie zażyczysz, i zawodowy piłkarz też istnieje. Tuż obok nas. Mimo że na co dzień może się wydawać, że to taka abstrakcja. Za ekranem. Za granicą. Że to tak daleko.

Jak można nie chcieć odkrywać tego pięknego, różnorodnego świata?

***

Kto dotrwał, to podziwiam. Bardziej piszę, żeby pozbyć się tego z głowy. Wykorzystuję też resztki hotelowego wifi:)
Już jutro, jeśli taki plan Boży, obudzę się w Afryce!!! Jeszcze samotna wizyta w Kenii (łuhu, będzie ciepło!;D), przebukowanie lotu do Lusaki (jak Bóg da) i odbierze mnie w Lusace już Monika z przyjacielem Johna, dyrektora szkoły, który na nas tyle już czeka.

Dziękuję, że mnie wspieracie. Mnie i Monikę. Jesteście cudowni!!!:***

Reklamy

2 thoughts on “Before you wake up in Africa, get into the plane, Istambul part 6

  1. Czytam to z zapartym tchem! 🙂 „A wszystkie prawdziwe. Nie są tylko ‚z telewizji’. Prawdziwe, najprawdziwsze. I kelner z ekskluzywnego hotelu istnieje, i kucharz, który specjalnie dla Ciebie smaży przy Tobie omleta, jakiego sobie zażyczysz, i zawodowy piłkarz też istnieje.” 🙂
    niesamowicie opisujesz swoje wrażenia!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s