.:W ciepłej wodzie:.

18.01, środa, 22:00

Dziś był męczący, ale dobry dzień. Zaczęło się krzykami ptaków z rana, ale jeszcze było za wcześnie, żeby wstawać. Potem deszcz. I coraz większy. Najwieksza ulewa jak do tej pory. Mamy blaszany dach, więc można sobie wyobrazić jak słychać nawet mały „showering”. A dziś naprawdę lunęło. Tak, że chcąc się usłyszeć musiałyśmy krzyczeć 🙂 Plus tak, że okazało się, że nam cieknie z dachu:) W pokoooju na łóżko, w kuuuchni na przejściu i na stół. Ale bez tragedii, nie że ciurkiem. Kap kap. No ale trzeba było zabezpieczyć foliami, podstawie wiadro itd. Taki początek dnia:) I idź tu uczyć:) Na szczęście mamy 10 metrów do klas.

Lekcje jak lekcje, ja dziś miałam dwie informatyki, Monika dwie creative activities. Moja druga informatyka była pierwszy raz z najstarszymi uczniami – grade 8 & 9, czyli z 16 lat. Miałam pomysł na lekcję i poza tym ich jest mało, więc miałam dobre myśli. W połowie zajęć jednak wyłączył się prąd, więc i komputery padły. Trzem jeszcze trzymały trochę baterie, więc na zmianę przepisywali teksty, aż wszystkie padły. W międzyczasie przyniosłam książkę do angielskiego i bajki, bo dowiedziałam się, że jedna z tych dziewczyn nie umie angielskiego i chciałam jej coś prostszego pokazać niż artykuł z gazety. Wtedy padł przedostatni komputer i Judith poprosiła, żebym to ja im poczytała. Bajkę na głos. Więc przeczytalam:) po czym usłyszałam ‚You can read, teach us to read’.  I zbaranialam. Nie umieją czytać? W tym wieku? Ok, nauczę. Tylko jak? Spróbowałam dzielenia zdań na frazy. I żeby za mną powtarzali. Judith radzi sobie dość dobrze, a to ona o to prosiła i aktywnie próbowała ćwiczyć, ale np. jedna z dziewczyn nie umie czytać wcale. Widziałam, że trochę się tego wstydzi. Czy nie to potrzebniejsze im niż informatyka? 

W środy popołudniami są tańce i outdoor activities. Dziś było zabawy:D zobaczyliśmy jak tańczą, same też musiałyśmy:p, spiewalysmy im kolędy, a one nam coś swojego, skakalysmy na wielkiej skakance; robilysmy zdjęcia, a dzieci nie mogły się nacieszyć jak się na nich znalazły i mogły na chwilę zobaczyć na ekraniku:) czepiały się nas też z każdej strony, oglądały nasze ręce, bawiły się włosami. Było bardzo radośnie, ale można sobie wyobrazić jakie wróciliśmy zmęczone:) 

Wybrałyśmy się po pomidory za rogiem (po 1 kwacha), banany (też) i chleb (w sklepiku, za 7,5). Spotkaliśmy our friend,  pana Bandę, przyjaciela Johna, który uwieeelbia opowiadać. Nagramy go raz, jego trzeba posłuchać ;D. No i wprosił się do nas na kolację, wyczekiwal od paru dni aż spróbuje jak gotujemy:p a dziś pierwszy raz ugotowalysmy tradycyjna tu shimę. Opiszemy jeszcze, jak:)

19.01 czwartek, 8:00

Wczoraj na koniec dnia miał być pierwszy od tygodnia ciepły prysznic…  Idę, ale z marginesem niepowodzenia w głowie, że może coś pójść nie tak. Jest wieczór i już zimno. Włączam wodę, czekam, może musi splynąć. W jedną stronę kran, w drugą, nic. No trudno. Umyję się jeszcze w zimnej. Już w sumie powoli jesteśmy przyzwyczajone. Ale ciepły prysznic to co innego. 

Potem idzie Monika. Wraca i mówi, że jest ciepła woda^^ Coś widocznie źle ustawiłem albo zdążyła splynąć ta zimna. No trudno. 

A przed chwilą już byłam wytrwala. Ustawiam dobrze kran i miałam swoją pierwszą ciepła wodę, w której przyjemnie (choć z niklym jej cisnieniem) umylam sobie włosy… 🙂 

Zaczyna się kolejny dzień:) 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s