Zambijski dzień powszedni

Tak wygląda nasze aktualne życie.  

Budzę się jak jeszcze wydaje się ciemno, a wiatr odsłania raz po raz światło przez zasłonę w oknie, idę dalej spać. Pieją koguty. 

Budzi się Monika, patrzy na zegarek, mówi „nieee”. Potem jednak wstaje. Patrzy na „afrykę”, wstaje, idzie się myć. Czasem nastawia wodę na herbatę i słyszę czajnik. Wraca i mnie budzi. 

Ja się trochę kręcę, podnoszę, modlę, czytam kawałek czytań na dzień lub piszę coś jak mam telefon obok. Zwijam moskitierę i śpiwór, wstaję, idę się myć. Robimy z Moniką śniadanie. Owsiankę. 

Ona kroi owoce, robi herbatę, ja gotuję płatki na wodzie, a w międzyczasie się przebieram i myję twarz (bo już po 8 i zaraz zajecia). Dokańczam owsiankę, przelewam do przygotowanych przez Monikę misek, zanoszę na stół. 

Jemy. Obgadujemy, co dziś robimy na zajęciach, jak nie wiemy, to wspólnie coś kombinujemy, i idziemy uczyć:)

Przerwa, znowu uczymy (chyba że jest piątek, to bawimy się z dziecmi), lunch, znowu uczymy (chyba że jest środa, to bawimy się z dziećmi, lub piątek, to już mamy wolne). W przerwach opowiadamy sobie, jak było na lekcjach :). Żegnaaaaaamy się z naszymi dzieciakami przekochanymi i wracamy do siebie. 

Potem chwila odpoczynku (koniecznego i zasłużonego). Raz pójdziemy na zakupy, raz na spacer, raz odwiedzimy Joyce i tak zejdzie. 

Kolacja. Gotujemy ją (jak jest prąd) albo idziemy do Joyce, która ma takie super wypasione jednopalnikowe metalowe coś na węgiel do grzania potraw kiedy prądu brak. 

Siedzimy sobie potem i na przyklad oglądamy zdjęcia dzieci i się nimi zachwycamy:) ciesząc się, że tu jesteśmy. Czasem patrzymy na mapę w telefonie, gdzie to nas wywiało. Czasem obgadujemy co planujemy robić z dziećmi następnego dnia. W tle gra nam muzyka zza murów, która wypełnia przestrzeń, jakieś afrykańskie hity z głośników albo śpiewy. W piątki chodzimy na mszę w chinjanja na 17.

Wchodzimy na chwilę na internet, tylko popisać z tymi, co daleko w Polsce, i dać znak, że żyjemy i co u nas. Czasem jakieś dodatkowe wyzwania jak wstawienie wpisu albo zdjęcia, z rzadka sprawdzenie maila;) a z pozainternetowych wyzwań to pranie (ręczne ;)) jak jest potrzeba i słońce na wyschnięcie). No a w ciągu dnia regularne mycie naczyń (jak jest woda;)). 

Szykujemy się spać:) Umyć (jak jest woda i ochota; w stopniu takim, na jaki pozwala wypadkowa temperatury powietrza i wody), piżama, rozwinąć moskitiery, coś napisać, poczytać (jak jest siła) i spać. (Monika kładzie się chwilę wcześniej, ale ja czasem przysnę z latarką przy pisaniu i mnie budzi, wyłączam i idę naprawdę w kojący, dobry sen)… Jest około 22 lub 23.

(*czasem w paradę wejdą nam karaluchy jak się zaktywizują i Monika mnie ratuje; czasem odwiedzi nas nasz friend Mr Banda i opowiaaada, czasem zaglądają do nas przez drzwi dzieciaki i musimy je wyganiac;)) 

Taki zambijski dzień. 

Przeżyłyśmy taki właśnie pierwszy tydzień. Za tydzień dołącza do nas Marta, nowa wolontariuszka, więc się pewnie co nieco pozmienia.

Weekendy mamy na wypady, różne:) 

Żyje się tu powoli. Jakby naturalniej do ludzkiej natury. Jest to dobre:) 

Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni.

P. S. Dajemy na razie radę z dziećmi, mamy tę moc! ;)) 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s