.:Kogo spotkasz, tyle się dowiesz:.

20 stycznia, piątek, niezima

Tak. Dzisiaj w końcu po długim czasie wyszło słońce i było ciepłej. Rano padało, ale przewiało w końcu te chmury. No i na czas outdoor activities dzieci jak na razie zawsze jest pogoda. Poza tym pada:)

Wybrałyśmy się po południu na mszę. Oto ile spotkań temu towarzyszyło.  

Po drodze spotkałyśmy dwie dziewczyny od nas ze szkoły i odprowadziły nas kawałek.

Mszę prowadził inny ksiądz niż ostatnio. Oczywiście nic nie rozumiałyśmy (to msza w lokalnym języku, chinyanja). Tu dopiero jest wyzwanie na mszy, żeby pamiętać, co się kiedy mówi i to mówić, jak msza jest w niezrozumiałym całkowicie języku i wyłapuje się tylko Marija i Jezus Christus.

Jednak ksiądz ten był bardzo ekspresyjny. Cały czas żartował, głównie na kazaniu. Do tego stopnia dało się czytać jego mowę ciała, że czasem miałam wrażenie, że już coś rozumiem. Ale to było wrażenie:) Wsluchiwalam się jednak jakbym rozumiała. 

A on, uwaga, na koniec kazania, powiedział do nas po angielsku w dwóch zdaniach, o czym mniej więcej mówił! Żebyśmy chociaż coś wyniosły z niej. Wyobrażacie sobie? 😀 (mówił o tym, że Chrystus patrzy na piękno wewnątrz nas, a nie to na zewnątrz). 

Po mszy zawołał nas zanim poszlysmy i przywitał, powiedział, że jest father Martin i my się mu przedstawiłyśmy. Jak wspomnialysmy, że jesteśmy od Johna Musondy, to od razu zapytał, czy jesteśmy z Polski i ze juz wszystko rozumie:) Było to bardzo miłe spotkanie!

Tuż obok kościoła bawiły się dzieci, wśród nich widzialysmy jedną Murzynkę-albinoskę. Biała skóra, jasne włosy, ale kręcone, niewidoczne rzęsy. Gdy przechodzilysmy, odwróciła się zawstydzona.

Wracając trafiłysmy na Egipcjanina, który sprzedawał jakieś artykuły do gospodarstwa. Jechał takim vanem i się przy nas zatrzymał zapytać, czy czegoś nie chcemy. 

Potem, już całkiem blisko szkoły, zaczepił nas jadący ma rowerze chłopak, Kefas. Zapytał o imiona i powiedział, że je zna i czy jesteśmy Polkami. Jak się okazało, 10min drogi stąd rowerem jest coś takiego jak „City of Hope” i są tam długoterminowi wolontariusze z Polski, z którymi to pracuje. Nie wiemy jeszcze, co robią, ale powiedzial, że nas zabierze raz. Spotkamy Polaków:) powiedział, że najwięcej bywalo tam Ań i Agnieszek, ale Magdy i Moniki też, stąd zna te imiona:) 

Już przy domu spotkałyśmy znów nasze uczennice. Tym razem przy pięknym drzewie z kwiatami w kolorze fuksji, którymi się bawiły. Podeszłyśmy, zrobiłam zdjęcie, dostalysmy po kwiecie (które teraz stoją przystrajajac nasz stol:)). 

Ostatnie spotkanie dnia było zdecydowanie najdłuższe. Był to oczywiście nasz friend Mr Banda. Ale czegośmy się nadowiadywaly! On jest nauczycielem, miał tego dnia warsztaty z nowych metodologii nauczania. Pracuje w prywatnej szkole, ale wcześniej pracował w publicznej, tylko już musiał retire. I zaczął nam mówić, co sobie kupił kiedy poszedł na emeryturę (swoją drogą byłyśmy zdziwione, bo wygląda na nie więcej niż 40-50lat, musimy go dopytać o to). 

Samochód – sprowadzany z Japonii, do wielkiego portu Dar es Salaam w Tanzanii, skąd nim przyjechał do Lusaki jego znajomy. 

Drugą rzeczą, która kupił, był shotgun

… 

Tu się zaczęły nasze wielkie oczy.

W Zambii można za pozwoleniem mieć broń. Głównie do myślistwa, ale też do samoobrony. Ale trzeba mieć na to dobre papiery. 

Kiedy po 22 ktoś będzie się kręcił po twoim terenie, można dać dwa strzały ostrzegawcze w niebo, a jeśli to nie pomoże, to – uwaga – można strzelić. Do człowieka. Można zabić.

Potem od razu trzeba zadzwonić na policję i powiedzieć „zabiłem czlowieka” i podać okoliczności. Przyjeżdżają, zabierają ciało, a ciebie do więzienia. Ale nie za przestępstwo, tylko na jakiś czas. Dla ochrony. Bo rodzina zabitego może przyjść i cie zabić w zemście. 

… 

Przynajmniej tak nam powiedział pan Banda. 

… 

Nie wychodzimy po 22 nigdzie, żeby było jasne;) nawet wcześniej jestesmy zawsze już zamknięte u siebie.

… 

Jesli chodzi o polowanie, to polują tu np. na tygrysy. Czy duże ptaki. Na każde zwierzę trzeba mieć jednak osobne pozwolenie. Można zabić jedno, trzeba zgłosić i można wziąć. Wszystko na mięso. Dziczyzna wszędzie cenna. 

Pytalysmy, czy nie są przypadkiem chronione. Podobno są, ale tak to się odbywa z polowaniami.

… 

Zatem nasz friend ma broń, żeby czuć się bezpiecznie w swoim domu. A chciałby mieć też mały pistolet, żeby czuć się bezpiecznie jak jedzie samochodem w nocy i ktoś go napadnie. Co sobie mamy myśleć? 

Powiedzialysmy mu, że w Polsce nie wolno strzelać z broni do czlowieka, że jest bezpiecznie, że można wyjść wieczorem do sklepu, na ulicę i się nie bać. Bardzo był zdziwiony. I mówił, że chciałby odwiedzic Polskę, zobaczyć jak to jest. 

(żeby nie było wątpliwości, pan Banda to bardzo miły człowiek, przy tym najlepszy przyjaciel Johna, któremu ufa ojciec Jacek) 🙂 Ale uważamy. I będziemy uważać.

*edit: rozmawiałyśmy z ojcem Maciejem i rzeczywiście można mieć w Zambii broń, nawet na parafii u siebie mają. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s