Prądowe historie

Najgorsze jest, kiedy bardzo czegoś chcesz albo obiecasz coś, a potem z przyczyn niezależnych od ciebie nie możesz tego zrealizować.

***

To będzie historia o prądzie, sieci i urządzeniach elektronicznych. Nie tylko tu w Zambii. Ale na bazie naszego aktualnego zambijskiego kontekstu. 

Wyobraźcie sobie, że jest popołudnie (albo rano), jesteście zmęczeni (albo po prostu chcecie zwyczajnie zacząć dzień ciepłym posiłkiem lub napojem) , idziecie sobie w końcu ugotować coś do jedzenia (potrzebujecie kuchenki elektrycznej) albo chociaż wodę na herbatę (potrzebujecie czajnika, elektrycznego). (Okej, powinnam dodać na początku, że nie macie kuchenki gazowej ani gazu). 

Idziecie, z nadzieją na szybką poprawę nastroju i uzupełnienie sił, przyciskacie włącznik, a tu – nie działa. Nie ma prądu. I prędko nie będzie.

Wyobraźcie sobie, że dzieci (grade 2&3 czyli ok 8 lat), które uczycie, cały tydzień was pytają, kiedy następna lekcja informatyki. Mają zaplanowane raz w tygodniu, a jeszcze na raz w klasie (przy wszystkich 7 komputerach działających) mieści się połowa z nich. Więc druga połowa ma za tydzień.

Doczekują się tej lekcji po długim tygodniu, działa 7 komputerów, biorę 14 dzieci (te które zostały i tak są ogromnie zawiedzione), a po paru minutach lekcji rozłącza się połowa komputerów (listwa przestaje łączyć). Później kolejny, bo kabel nie do końca działa. I kolejny. W końcu zostaje 1, w którym trzyma bateria. W międzyczasie odsyłasz po kolei dzieci do klasy. Część z nich nawet nie zdążyła zmienić koloru ołówka w paincie.

Dodajcie sobie do tego, że na każdej lekcji ICT co najmniej raz wyłącza się któryś komputer z powodu poruszenia kablem, bo coś się rozłącza. Plus, że listwa może przestać łączyć. Plus że co którąś lekcję całkiem wyłączą prąd.

Macie jeszcze siłę? 

Głównym moim zmartwieniem na informatyce nie jest to, czy dam radę czegoś nauczyć te dzieci, czy będą mnie słuchać (jakoś daje radę, choć bywa ciężko), tylko czy będę mogła normalnie przeprowadzić zajęcia, bo kable i komputery tym razem będą działać bez zarzutu. Znaczy się przed zajęciami staram się tym nie martwić, ale jak się coś psuje i muszę latać to naprawiać, a czasem po prostu pogodzić się, że nie działa i szukać jakichś rozwiązań, co powiedzieć dzieciom, to zabiera mi to ogromnie dużo sił i zapału.

To w szkole. 

Teraz wyobraźcie sobie, że chcecie się z kimś (jeszcze pilnie) skontaktować mailowo. Albo przez messengera (potrzebujecie telefonu/komputera i sieci). Albo potrzebujecie pomocy. A internet po prostu nie działa sobie. Niby jest, ale nie łączy. Albo zwyczajnie nie ma, mimo że limit nieprzekroczony. I nie wiadomo, kiedy zacznie działać. 

Albo że bierzecie w podróż laptopa, nie dla zabijania czasu albo do przeglądania internetu, ale dlatego że macie ważny plan pisania w tej podróży i zgrywania zdjęć, na co potrzebujecie dużo pamięci. Następnie, że ów laptop się psuje. Ekran przestaje działać. I nie naprawicie go w żaden sposób, musi iść do serwisu, a jeśli chcecie gwarancję, to raczej musi to poczekać do waszego powrotu. 

Wieczór. Ściemnia się. Chcecie się czymś jeszcze zająć (potrzebujecie światła). Jednak nie ma tym razem prądu. Zatem i jest ciemno. Włączacie latarkę lub świeczkę, robicie tylko najkonieczniejsze rzeczy, i to te, które się da. Aha, i skoro nie ma prądu, to herbaty też sobie nie zaparzycie. Aha, no i woda w kranie też nie poleci, tyle tylko co w rurach zostało. 

Rozladowuje się telefon, a następnego dnia by się przydał działający z rana? Przykro mi… (ratuje jeszcze powerbank;) 

Łazienka bez światła. Więc po zachodzie zawsze z latarką.

***

Nigdy tak naprawdę nie wiesz, kiedy nie będzie prądu. Czasem przysyłają mieszkańcom danej dzielnicy wcześniej smsa z godzinami, kiedy nie będzie. Ale nie zawsze i nie zawsze to się zgadza. Po prostu nagle trach i światło gaśnie.

Tak naprawdę nie wiesz, kiedy nie będzie internetu. Jest to jest, nie ma, to nie ma. 

W niektórych miejscach, jak w Makeni Parish, mają generatory prądu, których używają, kiedy jest konieczny (np. na niedzielne Msze). 

***

Właśnie tak to u nas wygląda. 🙂 Przyzwyczaiłyśmy się już w miarę, ludzie tu tak żyją, więc się da. No i mają swoje sposoby na to. Jak nie ma prądu, to gotują na węglu. Niektórzy w ogóle nie mają, więc zawsze tak gotują. Jak my nie mamy, to idziemy do Joyce, która tak może gotować. 

A z naszych nierozwiazywalnych problemow z elektroniką, to najgorsza jest i chyba będzie ta informatyka, gdzie dotyka to właściwie nie nas bezpośrednio, ale dzieci. 

Całe te zamieszania z prądem udowodniły nam, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od elektryczności i od urządzeń nowoczesnego świata. 

Mnie osobiście w tej podróży potrafiły naprawdę frustrować jedynie niedziałające urządzenia, których potrzebowałam. Aż się musiałam pogodzić, że nie działają, że nic nie zrobię i już. Albo być elastyczna i nauczyć się pisać na telefonie (który jeszcze, dzięki Bogu, działa). Na internet wchodzimy zazwyczaj raz dziennie, jak działa. Po co częściej się martwić, że coś, niezależnie zupełnie od nas, nie działa?

A z tobą nie jest tak, że jak coś nie działa, to usilnie próbujesz to naprawić, resetowac, odswieżać, wyłączać, włączać i już doprowadza to czasem do szału (poza wypadkami, gdy w końcu zadziała)? 

Co ja chcę tu napisać. Ano że człowiek może osiągnąć pełny pokój, jak uniezależni swoje szczęście od czynnikow, na które nie ma wpływu. I zacznie przyjmować to, co jest mu dane. Oczywiście, niech walczy, jak się da o coś zawalczyć, ale jeśli walka jest spisana na straty, to po co zagnieżdżać to głęboko w głowie jako porażkę? 

Ludzie przez wieki żyli bez prądu, bez telefonów, bez internetu. To ogromne dobrodziejstwa, jednak najbardziej naturalne szczęście jest chyba wpisane w nas, naszą naturę. To, czego nikt nam nie może odebrać i to, na co sami mamy wpływ. A także w uczynieniu swoim jedynym pragnieniem – Boga. On jest jedyny wieczny, niezmienny; On zawsze jest. 

***

Ze śmieszniejszych rzeczy, to uwielbiam jak Monika wyczuwa, że wrócił prąd. Siedzimy sobie przy latarce i nagle mówi „o, chyba jest już prąd, słyszę muzykę” (tu popołudniami z zewnątrz dopływa do nas muzyka, puszczają różne rzeczy przez głośniki, więc jak nie ma prądu, to jest cisza)  🙂 Sprawdzamy – jest;D ale czasami nie ma, bo to gdzieś dalej gra, nie w naszym obwodzie:p

Dobra. Tyle o tym cudnym wynalazku, którego w Polsce mamy pod dostatkiem.

Idziemy kupić produkty na ugotowanie kolacji. Póki jest prąd 🙂 Żeby wrócić i zjeść dziś u siebie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s