.:Nie dziś, to jutro:.

25 stycznia, środa 

Znów dzień pełen wrażeń. 

Zajęcia z dziećmi do 12 ostatkiem sił, czekanie godzinę w słońcu (a potem na danej nam ławce pod drzewem:)) na Johna, wizyta w szkole pana Bandy – Longridge School, Mundawanga Park (zwierzęta, w tym pierwsze lwy i krokodyle, oraz piękne wielkie kipiące zielenią rośliny).

… 

Dwa słowa o wizycie w Longridge. Jest to także szkoła prywatna, tyle że dużo większa (jeśli chodzi o infrastrukturę) niż ta nasza. Otoczona dużą ilością zieleni.

Pan Banda (który jest tam nauczycielem i head deputee) zaprosił nas i zostałyśmy przyjęte przez dyrektora szkoły. Czulysmy się niemalże jak jakieś gwiazdy czy persony. Oprowadził nas osobiście po każdej klasie, w każdej nas przedstawił, mówił dzkeciom, że przyjechalysmy z bardzo daleka, z Polski, i pytał dzieci, czy chcą, żebyśmy raz przyszły je pouczyć czegoś. I kiedy chcą żebyśmy przyszły. Odpowiadały najczęściej, że „dziś”. A jak nie, to „jutro” :p. A dyrektor ogólnie rzecz biorąc cieszył się bardzo, że przyjechałyśmy i zachwycał się, mówiąc że bardzo im trzeba powiewu czegoś nowego, czyniąc nas niemalże jakimiś cudami, które mogą dużo wnieść i pomóc. Ciężko nam było się w tym odnaleźć. 

Najbardziej ubolewał nad niedoborem sprzętu komputerowego (w jedynej sali IT maja 6 komputerów) i nauczycieli informatyki.

Być może czeka nas jeszcze jedna wizyta w Longridge. Jak damy radę wymyślić, jak z sensem poprowadzić zajęcia z nowymi, nieznanymi nam dziećmi. W nieznanej nam szkole. 

***

Wróciliśmy padnięte około 18. Umylysmy najpierw nogi i buty (bo na początku zwiedzania Mundawanga padało, a chodziło się przez błota i trawy:p), to było nasze pierwsze Marzenie. Ja się kiepsko czułam, więc Monia dała nam obu „lekarstwo” i położyłam się. 

Monika idzie nastawić wodę na herbatę, bo coś czuła, że zaraz może nie być prądu. Nalewa wodę, stawia dzbanek, a tu..  trach. Koniec. Nie napijemy się nic ciepłego. Ani nie zjemy. Prąd włączyli. 

Co więc teraz? Ja wstałam, było już lepiej. Potem stwierdziłyśmy, że coś przydałoby się zjeść. Wyjęłyśmy chrupki chlebek wasa (czasem już nie można patrzeć na ten tostowy, zwłaszcza jak się już go raz w ciągu dnia jadło oraz jak jest Ci trochę niedobrze) i smarując z wolna masłem zjadlysmy trochę. 

Nie ma prądu, więc i wody. Dziś się nie myjemy. Tylko zęby wodą z butelki. Idziemy wcześniej się położyć. 

Lezymy pod naszymi baldachimami-moskitierami. Monia nagle mówi, że słyszy muzykę. Sprawdzamy, jest! 

O 21.35 wrócił prąd. 

Ale już obie leżałyśmy w łóżkach. Trudno, idziemy spać. Herbata będzie rano:) 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s