.:Światło w łazience:.

30 stycznia, 22:30

Właściwie to miałam dylemat, który tytuł wybrać do tego dnia. Bo w głowie miałam od razu ze 3. Mógł się nazywać „Marta”, mógł „Kto z kim przestaje”. Jednak padło na światło 💡. 

Przyjechała do nas wczoraj Marta. Marta będzie z nami uczyć przez cały pozostały nam tu w Afryce miesiąc. Szczerze mówiąc, trochę się obawiałam, jak to będzie, wiadomo, każda zmiana, to pewien strach. Baaaardzo łatwo się przyzwyczaja człowiek do jakiegoś stanu. Nawet jak na początku jest trudno, to potem staje się łatwiej i już nie chce się na nowo wychodzić z tego stanu do kolejnego, znów trudniejszego, bo nowego (a czasem po prostu tylko nowego).

Jednak każdy chyba wie, że wychodzenie że swojej strefy komfortu jest dobre. Bo się rozwijamy. Uczymy. Ale jak już się znajdzie w przededniu, lub jest na początku, jej przekraczania (a na przykład akurat jeszcze szczególnie brak wam sił), jest ciężko, co tu się oszukiwać.

Tu też nowe wyzwania, bo m.in.dostalysmy nowy plan zajęć. Plan ten, nie będę ukrywać, wywołał we mnie łzy. Ale dopiero się okaże, jak ostatecznie będzie, (ale na pewno dobrze:)) 

Poza tym oczywiście zorganizowanie sobie przestrzeni i dnia we trzy, już nie we dwie, które się już znamy i dogadujemy przez 3 tygodnie. Ale też jestem dobrej myśli 🙂 

ŚWIATŁO 

Wyobraźcie sobie, że robicie coś codziennie. Ot, wchodzicie do łazienki i odruchowo zapalacie światło. Światło się zapala. Normalne. Tak jest i już. Nie cieszycie się w sumie szczególnie. Światło zawsze się zapala, jak pstrykniesz (chyba że żarówka się spali, albo raz na ruski rok, wywali korki).

Wyobraźcie sobie teraz, że światła w łazience nie ma. Nie wyciągacie ręki do pstryczka, po prostu wchodzicie. A po 17 bierzecie ze sobą latarkę, bo już jest ciemno i nie widać za wiele. Po prostu. Często nie ma prądu, więc nawet wam to nie przeszkadza, bo jakby akurat nie było, i tak musicie ją ze sobą wziąć. Poza tym sąsiedzi też nie mają wszędzie żarówek. 

Nagle przyjeżdża Marta. Wchodzicie następnego dnia do łazienki, naciskacie pstryczek i… jest światło!!! Mocne, ciepłe światło. Już zapomnieliście, jak przyjemnie może być w łazience, jak się zapali to małe dobrodziejstwo (nawet jak jest w niej nie za ekskluzywnie, lekko to nazywając). Właśnie od dziś mamy światło w łazience 😀

Nie, nie zamontowała go Marta, ale dzięki niej je mamy. Bo poczuła potrzebę światła w łazience (którą my chyba wyparłyśmy) i poprosiła Johna o zamontowanie. Okazało się to pracą na pół godziny. Pstryczek już wcześniej był, kable też, tylko podłączyć w odpowiednim miejscu.

Gralysmy dziś też dzięki Marcie w karty (w tysiąca:), Monikę dopiero uczylysmy, a z nami wygrała;D). Nie wiem, jak Monika, ale ja trochę zapomniałam o rozrywce. I było dla mnie dziwne, że robimy coś nowego, kiedy zaczynalysmy grać. Czułam, że moja pierwszą potrzebą było umyć się i iść spać, by wypocząć przed jutrem. No i w karty – po co? (a sama wzięłam te karty z domu). Ale jak gralysmy, to mi się podobało:) A jak skonczyłyśmy, to poczułam się lepiej. Nawet na zdrowiu:) Taka oderwana od tutejszego kontekstu (choć jak gralysmy, to oczywiście przeszła mi myśl, czy te dzieci tu kiedykolwiek grały w karty…).

KTO Z KIM PRZESTAJE

Co od razu chcę napisać. Obawiam się bardzo powrotu. Nie dlatego, że będzie zimno i szok termiczny, nie dlatego, że będę wrzucona (przez siebie) z powrotem w codzienność i ” zwykłe” życie (a może nie, kto wie?), nie dlatego, że (tego jestem pewna) ujrzę z zaskoczeniem na twarzy, że wszystko toczyło się beze mnie dokładnie tak samo, jak toczyło, kiedy byłam.

Dlatego się trochę boję, bo to ja będę inna. Ze dziwna będzie dla mnie ciepła woda, światło, winda, czysty pokój, uprane w pralce ubrania, kurczak z plastikowego opakowania, czy jabłka n a wagę. 

Wydaje mi się, że łatwo nam poszła asymilacja. Nie przeszkadza nam tak strasznie kurz, brud i wilgoć. Mamy co jeść, może mało urozmaicenie to wychodzi, ale nie glodujemy. 

Ale też przejelysmy (przynajmniej ja) tutejszy styl życia. Czyli: mało na głowie (ale konkretów), chodząc powoli, działając niespiesznie (ale skutecznie), nie martwiąc się za bardzo o to, co się będzie jeść, ani w co się przyodzieje. Czy to ma jakąkolwiek szansę się przyjąć w naszym świecie? Mam spore wątpliwości. 

Kto z kim przestaje, takim się staje, jak głosi nasze przysłowie. Dokładnie tak. Gdzieś też kiedyś czytałam, że człowiek z zachowania jest wypadkową zachowań 5 osób, z którymi spędza najwięcej czasu. 

Zatem – tak na dobrą konkluzję na koniec, która w ogóle miała być inna, ale nie szkodzi – przebywajmy z tymi, którzy mają w sobie coś, co sami chcemy mieć:) Lepszymi od siebie w naszych oczach. By móc się od nich tego czegoś nauczyć. A raczej przejąć. Poprzez przestawanie z nimi (jakie piękne słowo:)). 

***

A może jeszcze konkluzję numer dwa, która miała być pierwszą. Zmiany są siebie warte:) choć tak trudno się z nimi mierzyć. Naprawdę czuję to do głębi. I trzy – każdy nowy człowiek jest warty spotkania (a chyba naprawdę wielu okazuje się wartych przyjęcia i poznania). Choćby sie wydawało, że będzie przez niego trudniej, bo inaczej. Bo może akurat wnieść do twojego życia trochę światła:)

Dobrego dnia, nocy, czy po prostu trwania:) :*

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s