.:Znajdź powód do radości:. 

6 lutego, poniedziałek, 20:40

Właśnie skończył się prąd. Jednak jest to zupełnie inne doświadczenie braku prądu niż dotychczas. Dlaczego? 

Otóż Marta tuż po swoim przyjeździe wpadła na pomysł zaobserwowania jakiejś regularnosci wyłączania energii, stworzenia wykresu. Ja takowy wykres opracowałam i od 1 lutego mamy jeden powód do radości, kiedy wyłączą prąd – możemy zaznaczyć to w odpowiednich krateczkach na przecięciu dnia i godziny;D Więc zaraz pójdę to zrobić. Nawet nie wiecie, jaka to radocha;D

Ale jest też drugi powód. Właściwie odkąd mamy nasz wykres prąd prawie cały czas był. Jakby na przekór nam. Od 1 do 6 lutego wyłączony był tylko raz, na 2,5h. Więc właściwie rozpieścilo nas. Zawsze mogłyśmy sobie ugotować herbatę, czy ciepłe jedzenie, wykąpać się, podładować telefony. Właściwie to ja tylko czekałam aż zabraknie. Czułam, że to już za długo takie luksusy;D

Wcześniej braku prądu doświadczałysmy niemal codziennie. W niedzielę przyjazdu Marty (a mojej choroby z gorączką) prądu nie było przez 8 godzin. Od 10 do 18. To był rekord. Na szczęście wtedy poratowala mnie Joyce, nie tylko wrzątkiem, ale też opieką, wygodną kanapą, na której zasnęłam, a także – co było najcudowniejsze – świeżym sokiem z limonek zerwanych prosto z lemon tree, do mojej herbaty<3. Ale to już było. 

DZIŚ – JACEK, WYMYŚL COŚ NA SZYBKO I BEZ FACEBOOKA TEŻ ISTNIEJESZ

Poniedziałek. Więc i lekcje. Dziś mi wypadaly akurat angielski z klasą 2 oraz informatyka, najpierw z 6, potem z 5.

Anigelski. Wpadł mi pomysł dania im do nauki wiersza na pamięć. 8 rano. Ale internet nie chodzi na tyle, by coś znaleźć w wyszukiwarce. 8.20, dobra, wymyślę coś sama. Piszę, piszę. Okej, mam. O, mam też naklejki ze zwierzętami, niech każdy dostanie jedną i podpisze zwierzę. Nieco spóźniona idę do klasy drugiej. Okazuje się, że ostatnio nie miałam z nimi, tylko z trzecią (wcześniej były zawsze połączone, stąd moje zamieszanie), więc rysowalismy i podpisywalismy zwierzęta. A że nie mogłam znaleźć mojego kolorowego długopisu do zaznaczania im w zeszytach, to wzielam w końcu moje pieczatki:) I zadowolone dostawaly pieczątki za narysowanie i poprawne podpisanie zwierza:) Naklejki i wierszyk następnym razem:) 

Wracamy zawsze do naszej ostoi – jadalnio-kuchni z wielkim stołem – podczas przerw w lekcjach. Jemy sobie coś na uzupełnienie sił, opowiadamy też, co ciekawszego nas spotkało na zajęciach. Monika dziś mówi – o, a tamten mały chłopiec, to Jacek; nauczycielka mówiła, że to pierwszy nazwany tak na cześć ojca Jacka, który budował tu przedszkole w Lindzie, i bardzo pomagał Johnowi. 🙂 Poszłam zrobić maluchowi zdjęcie i wysłałam ojcu Jackowi, stwierdziłam, że na pewno bardzo się ucieszy:) 

Mały Jacek 🙂

***

Informatyka. Oho, listwa coś nie łączy. Ale poruszałam, pogmerałam i yesss, zaskoczyło. Niebieskie światełko. Komputery działają.

Lunch. Znowu informatyka. Tuż przed zaczęłam kończyć wpis o wczoraj. Strasznie nie chciało mi się iść do klasy. Jednak w końcu wstałam i zaczęłam wprowadzać porządek w salę komputerową;p Usadzilam tych z odpowiedniej klasy, wygoniłam tych z innych, listwa nie działa. Poruszałam, pogmerałam, nic. W innych miejscach łączenia, nic. Spróbowałam dostać kablem do innego gniazdka – nie da rady. Co robić. Siasc i załamać ręce? No nie. Siadlam jednak. Poruszyłam głową. Przypomniało mi się, że Monika i Marta jak im się tak stało, to wzięły telefon i pokazywały zdjęcia. To ja wezmę swój aparat i coś im wymyślę. Jeden komputer działał, bo trzymała w nim bateria, pokazywalo, że na 1.5h. To super. Pokażę im, co się da zrobić ze zdjęciem. Już wcześniej o tym myślałam, żeby po prostu prowadzić takie zajęcia. Ale myślałam, że nie ma programu i czekałam aż John ściągnie. 

Wróciłam do klasy, powiedziałam, co dziś robimy (przełamując jakimś cudem smutne minki zawodu, że komputery nie działają), zebrali się wokół mnie i zaczęłam opowiadać. Pokazalam kartę, na której zapisują się zdjęcia. Pokazalam jak się zmienia obiektyw. W końcu zrobiłam jakieś zdjęcie i pokazałem jak zgrać na komputer. Zgralam, przeszłam do edycji. Jasność, kolory, przycinanie. W końcu opcja – kompresuj. Jak im wytłumaczyć, po co się kompresuje? Dzieciom, które dopiero co zaczynają radzić sobie z podstawowymi funkcjami Worda i użyciem myszki, dzieciom, które nigdy nie korzystały z internetu. Ale zaczynam. Muszą się dowiedzieć, po co. Zaczynam o wysyłaniu zdjęć znajomym. Potem pytam ich, czy słyszeli coś o Facebooku. Nikt nic. 

Czyli to nie tak, że jak cię tam nie ma, to nie istniejesz. Wszystkie istnieją naprawdę. Mogę poswiadczyć. 

Mówię ogólny zarys, o co chodzi, najprościej jak się da. Nie wiem, czy zrozumieli. „W każdym razie do tego potrzebna jest ta opcja, żeby zdjęcia zajmowały mniej miejsca”. Idziemy dalej. Niech każdy zrobi po dwa zdjęcia. Wybierzemy najlepsze i się nim pobawimy w programie. Kończyła się nasza godzina, a komputerowi bateria. Każdy costam pstryknal, coś pobawił się suwakami zmieniając kontrast czy kolory zdjęć. Udało się. Może ktoś zapragnie zabawy grafiką w przyszłości? 

(Ale jak tylko potem pojawił sie John, to poszłam poprosić o nowy przedłużacz.)

BURGERY

Zasłużony spacer po mango (którego akurat nie było, więc wzięłyśmy ananasa i banany oraz jeden dziwny, kolczaty owoc, którego pani nie potrafiła nam nazwać, bo nie rozumiała po angielsku,  nawet o co pytałyśmy), kolacja – burgery (dwie kromki chleba tostowego i nieco sera z naszymi kotletami wołowymi obtoczonymi w mące z kukurydzy, opieczone w piekarniku) plus zielone liściaste tutejsze warzywko z – a jakże – pomidorem i cebulą, spod ręki już mistrzyni w jego przyrządzaniu, Moniki. 

Jeszcze wcześnie, można coś popisać. 

22:10

Kiedy wstałam, nagle wrócił prąd. O 21.20. Nasza reakcja z dziewczynami była identyczna: „Już?????”. Szok. Tylko pół godziny? Czułysmy się prawie jak oszukane.

Jak to, że znowu jest prąd? Jakieś żarty.

Nie wiem, o co chodzi. Z moją reakcją. Moglam sobie podpiąć rozladowujący się telefon, jak i umyć, ale jakoś się nie ucieszylam strasznie. Poradzilabym sobie przecież bez. 

Może to nie taki zły pomysł, te czasowe braki prądu? To naprawdę musi być oszczędność. No i można (bez wymówek)  bardziej zająć się rzeczami, które prądu nie wymagają. 
No i gdy brak prądu, nie słychać tej głośnej, dochodzącej z zewnątrz dzień w dzień muzyki, kiedy mamy pragnienie spokojnie już zasnąć.

Jutro kolejny dzień wyzwań pedagogicznych. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s