LIVINGSTONE part1 .:A gdzie jest most?, Kevin i Chobe National Park:. 

11 lutego, 6:30

Tuż po wyruszeniu, już o 6:20, zobaczyłyśmy pierwszą zwierzynę! Po prostu koło drogi, między drzewami, stały sobie trzy żyrafy:D Kevin powiedział, że mamy szczęście, i że może nawet dzikie koty w takim razie uda nam się zobaczyć. ;D

Był jeszcze wschód, więc pomarańczowo przy horyzoncie, więc jakbyśmy stanęli, to może miałabym szansę zrobić takie zdjęcie, jak to w tle mojego bloga (które po prostu ściągnęłam). Ach. (W sumie, to dlaczego nie poprosiłam, żebyśmy stanęli? Nie mam pojęcia). Jednak w głowie mi zostanie. 

A safari zaczynamy dopiero za godzinę;))) 

8:40

Jestesmy już w Parku Narodowym Chobe, w Botswanie. Po przeprawie przez Zambezi małą łódką jedziemy umowionym busikiem z klimą przybić botswańską wizę i potem dalej; wygląda na to, że czas do 16, kiedy czeka nas powrót tą samą łódką do Zambii, będziemy mieć całkiem zorganizowany przez nasze Kalahari Tours; i nie musimy się już o nic martwić:) 

***

Przeprawa przez rzekę była bardzo szybka i nieepicka;p plynelismy małym metalowym plywajacym czymś z silniczkiem, trwało to może ze 3 minuty. Ale było przyjemnie:) 

Warte natomiast opisania jest całe miejsce przeprawy, gdzie to się odbyło.

Dojezdzajac, widzieliśmy bardzo dużo tirów stojących wzdłuż drogi. Pytamy Kelvina, po co stoją. Do przeprawy na drugą stronę. Promem. 

Tak. Jest to chyba jedne z njewielu miejsc przekroczenia granicy z Zambii do Zimbabwe dla samochodów. I jest tam tylko prom. No, chyba trzy. Ale trwa to i tak okropnie długo wszystko. 

Zapytać można, czemu nie zbudowali tak już dawno temu mostu? Nie mam pojęcia. Natomiast, uwaga, most jest w budowie! Widzialysmy na własne oczy, jest prawie połączony, Kelvin też się cieszył, ale go w końcu widzi, wcześniej czytał tylko w gazecie. 

Jednak jak się dowiedziałysmy w trakcie przeprawy, jest to jedynie most pomocniczy, dla pracowników budowy, aby zbudować już właściwy most. Podobno jest szansa, że tamten będzie gotowy za… 7 lat. Nie wiemy, co jest powodem. Trudność wykonania? Brak dobrego projektu? Brak wystarczających środków? 

W każdym razie, przydałby im się tam most, zdecydowanie. Podczas naszego godzinnego czekania przeprawiło się w jedną stronę może kilkanaście tirów, a może nawet nie. I kilkadziesiąt ludzi (którzy też wsiadaja na te same promy). A kolejka tirów (wiozacych głównie miedź, której eksporterem, jednym z największych na świecie, jest Zambia) nie miała końca… 

My miałyśmy na przeprawę łódko-coś:) 

Podczas czekania Kevin zaczął nam opowiadać o sobie. Że zajmuje się muzyką. Trochę się tego spodziewałam.:) Mówił, że śpiewa, piszę swoje piosenki, teksty. Jest to coś jak rap. Wszyscy go jednak z automatu przypisują zawsze do reagge, a on właśnie ma trochę inny klimat. Śmiał się, że nie jest tak popularny jak np. Jay-Z, ależ ma swoje nagrania razem ze swoim zespołem;D

DOBRA, SAFARI;D

Doczekaliśmy się w końcu na przeprawę. Podjeżdżamy samochodem do Immigration point, podbijają co trzeba, i jeszcze jedna kontrola. Uwaga – jest namiocik, pod którym na plastikowych krzesłach siedzą chyba 3 osoby. Przed jest skrzynka ze szmatką nasączoną czymś. Każą nam na tym stanąć i dopiero pod namiocik na sprawdzenie wiz. Jakaś komedia;D Coś usłyszałyśmy, że ma to związek z żółtą febrą. Nie mamy pojęcia jednak, jaki związek z tą chorobą ma zamoczenie podeszw w jakiejś substancji. 

Jedziemy dalej;D

Więc jesteśmy w punkcie, od którego zaczęłam wpis na bieżąco. Dojeżdżamy do punktu startu safari, mamy tam małe śniadanko. Posilamy się, ruszamy na łódkę z silniczkiem:) Pierwsza część safari jest wodna. 

Płyniemy po rzece Chobe, której nazwa w tutejszym języku oznacza wiosłować na canoe. Po prawym brzegu, ze 40m od nas, mamy Namibię:) 

Jest przyjemnie. Myślimy, że zobaczymy jakieś dzikie ptaki, czy bardziej wodne zwierzęta. Od tego się zaczelo, ale było coraz lepiej. 

Doczekaliśmy hipciów, słoni, bawił ów, zebr, nimpali (rodzaj antylop), legwana (przy brzegu), małp, orła… 

Przy sloniach było najbardziej niesamowicie. Było na początku kilka, potem więcej, duże, malutkie, podchodziły napić się, wykąpać, bawić… 😀 Najblizsze były w pewnym momencie z 15 metrów od nas. W najlepszym momencie naliczyłam około 40;D

Powrót. Lunch. Kolejna część – lądowa. Było także super. Doszły do naszych wzrokowych zdobyczy żyrafy. 😀 Najbardziej niesamowite było jak biegną. Wyobraźcie sobie żyrafy z ich długimi nogami biegnące jak koń, tylko na zwolnionym filmie. Tylko to nie było zwolnione, tak biegły naprawdę. No cudo;D

Niestety nie udało się zaobserwować żadnych dzikich kotów ani psów (a tzw. dzikie psy tu są). Jest pora deszczowa, więc bardzo dużo zieleni. I się chowają in the bush. Szkoda, ale no trudno. Na zobaczenie pozostałej trójki z Wielkiej Piątki (nosorożca, lwa i leoparda) w naturalnym środowisku będziemy musiały jeszcze poczekać. To znaczy wrócić jeszcze do Afryki:) 

(aha, dlaczego nie było nosorożców – nosorożcy w Chobe akurat nie mają, zostały jakiś czas temu przewiezione do innego miejsca. Nie pamiętam, dlaczego, ale jakiś był problem z ich ilością chyba.)

Wracamy szczęśliwe odpocząć. 

Z safari mam więcej ciekawostek i zdjęć, ale je opiszę i wstawię już powrocie. 🙂 

***

A z przemyśleń? Ciężko było uwierzyć, że to wszystko realne. Mialam pomysł napisać post przesmiewczy, haters gonna hate ;p Że eee, widziałam to na Animal Planet, czy National Geographic, i że to dokładnie tak samo wygląda (naprawdę, miałam momentami wrażenie, że przecież już to widziałam!) ; eee, że to takie zwykłe, podchodzą słonie, żyrafy, tuż koło auta, dużo ich, nuuuda; że podchodzily kolejne i kolejne, i że już nam się zaczynało nudzić. 

Takie miałam pomysły w trakcie. Ale zmieniłam zdanie;) 

Bo przecież, (wzmaga się to przeświadczenie jak spojrzę wstecz, i na zdjęcia), to to wielki niesamowity cud natury. Przyroda, sawanna, dzikie zwierzęta żyjące sobie tam na co dzień, swoim dzikim, naturalnym życiem, zgodnie z survival of the fittest. 

Wiem, że nadużywam słowa „niesamowite”, ale naprawdę niesamowite było doświadczyc, wręcz poczuć, że tak ogromny, tajemniczy, nieznany nam tak naprawdę świat, toczy się swoim zupełnie rytmem tuż koło nas, na tej samej planecie… 

Nie tylko my ludzie żyjemy (i gołębie, i koty i psy). Na co dzień łatwo zapomnieć. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s