LIVINGSTONE part3 .:The best thing I did in my life:.

13 lutego, poniedziałek, 16:05

Ach! Niesamowite. Nieziemskie. Choć właśnie na ziemi. Zaczynam pełnią swojej duszy uważać, że niepodróżowanie w ciągu swojego życia jest jedną z większych strat. To po prostu nieracjonalne, żeby mając do dyspozycji tak cudowny świat, tak przewspaniałe miejsca, tak cieszące aktywności – nie korzystać z nich. 

Myślę od dziś, że dobry pomysł na życie jest taki: odkryć, w czym jest się dobrym, być sprytnym, zarabiać dużo pieniędzy (jestem pewna, że się da, Marta, którą tu poznałam, jest mi inspiracją i dowodem, że to możliwe), poza pracą też robić dużo dobrego dla innych (wcześniej znaleźć, co i dla kogo:)), znajdować sobie cele w świecie (i w życiu) i zasłużenie do nich regularnie podróżować (i dążyć). I poznawać. Ludzi. I oferty Ziemi. I przeżywać świat. 

Niby się wie, jak super jest gdzieś pojechać, też „wiedziałam”, nawet byłam w wielu miejscach – ale dopiero jak przeżyłam dzisiejszy rafting po Zambezi, to poczułam, że pragnienie podróżowania i przeżywania nie może się skończyć na myśleniu, że się by chciało.

Potrzeba może takiego silnego bodźca, jak ja dostalam dziś?

Mnie słuchanie o wrażeniach z podróży innych nigdy całkiem nie przekonało, choć oczywiście podtrzymywało obecne chyba w wielu ludziach pragnienie poznawania świata. Ani nie przekonały wspaniałe zapierające mi dech w piersiach zdjęcia. Ani emocjonujące filmy. Ale zawsze oczywiście „chciałam podróżować”. 

Ktoś też tak samo?

Oczywiscie, można mieć różne cele w życiu. Wielki dom, super samochód. Co kto lubi. Ja od dziś wiem, że tracilabym zbyt wiele, będąc całe życie w jednym miejscu. 


WHITE WATER RAFTING, czyli spływ po potężnej Zambezi 

Juz piszę, jak było tego cudownego dnia 🙂 Odebrali nas przed 8. Jechaliśmy otwartym samochodem, trochę jak na safari, tylko był wyższy i przed nami brak szyby, więc było wrażenie jakbyśmy nie mieli kierowcy:) Był po prostu pod. 

Po drodze zgarnialiśmy ekipę. W sumie z kilkanaście osób. Na naszą szóstkę spływowiczow (było z nami jeszcze dwóch Brytyjczyków i Szwed). Do transportu sprzętu, a też załogę całą na nasz spływ (kilku kajakarzy, dwójkę na drugi ponton). Wszyscy po to, by było bezpiecznie. 

Wsiadamy na ponton. Kapitan uczy nas równo wiosłować. Nie będzie łatwo. Ale już mi się podoba:) 

Tłumaczy, co się będzie działo, ruszamy. 

Po chwili każe każdemu wskoczyć do wody. Serio? Tak, serio! Chłopaki z radością przetoczyli się zgrabnym fikolkiem przez burtę. No to do wody;D 

Wyobraźcie sobie tą rzeskość w taki gorący dzień! 

Dobra, wracajcie na ponton. Musicie zanurzyć się pod wodę, wtedy kapok was lepiej wyprze i ktoś was wciągnie. Było ciężko na początku. Trzebaby z pół roku pakować na siłce, żeby samemu na rękach się tam podnieść. Ale zawsze ktoś pomaga, jest dobrze. 

Czekają nas tzw. rapids. Czyli różne prądy-a nasze wyzwania. Mam wrażenie, że ekipa ma każdy metr rzeki w małym palcu. Kapitan ostrzega, że może się zdarzyć, że wpadniemy. Ale żeby się trzymac. 

Jakąś większa fala – i Andreas nagle za burtą:) Nic się nie dzieje, wyciągamy go. Dalej, kolejna, i cała trójka z prawej burty ląduje w wodzie. Czyli Tom, Michelle i ja. 

Nie jest to jednak straszne, ale cudowne;D Wracamy do pontonu, wciągają nas. Wgramolamy się, płyniemy dalej. Ach;D

Następne rapids. Mają one swoje skale trudności, od 1 do 5. Zaraz Three Ugly Sisters, potem Matka – nr 4. Podobno może się zdarzyć, że cały ponton wywroci. 

Płyniemy, wioslujemy, one, two, one, two! Siostry idą gładko. Matka – i wszyscy za burtą! Chwile pod wodą, szukanie pontonu, łapanie się. Płyniemy z nurtem. Ale po chwili sytuacja opanowana. Wszyscy z powrotem na pokładzie. 

No, była chwila grozy. 

Dalej uspokojenie. Możemy sobie wskoczyć i popłynąć kawałek. Jak cudnie…. 

Prawa strona – to Zimbabwe, lewa – Zambia. W Zimbabwe akurat są wyższe skaly na brzegu. Kajakarzy pyta, czy chcę skoczyć. Ja jego, czy serio. No tak:) Mam mało sił, ale okej;D Chcę! Wdrapuję się na czarne bazalty, inni też, nawet wyżej. I skaczą ;D Ja na końcu. Ach! ❤

I dalej na ponton. 

Od razu powiem, że Zambezi jest bardzo głęboka. Baaardzo. W najgłębszym punkcie jaki mijalismy, dno było 100m pod nami. 100m. Więc nie było strachu, że płytko lub skaly. Skaly tylko przy brzegu, poza tym ekipa dobrze wiedziała i nam mówiła, gdzie i jak jest bezpiecznie.

Dalsze nurty. Dalsze spokojne wody z pływaniem. Druga wywrotka, na Terminatorze, nieco bardziej dramatyczna. Leżenie na pontonie lub na wodzie i rozkoszowanie się niebem, ogromnymi skałami z obu stron, drzewami, chmurami, słońcem – no krajobrazem jak z filmu. Krokodyl na brzegu (mały ;)). Ludzie robiący pranie na tle tych potężnych skał. Lodges jakichś bogaczy na szczycie wąwozu co jakiś czas. 

Ostatni punkt i koniec… Powrót na górę. Na szczęście nie w naszych klapkach. Wielką kolejką jak na wyciągach narciarskich. Jadącą baaaardzo powoli, pod kątem z 60 stopni. 

Ten spływ – najcudowniejsze przeżycie w moim życiu. 


SUNSET CRIUISE

Wracamy otwartym samochodem około 40 minut do bazy w Livingstone na lunch. Po drodze mijamy różne wioski,  schniemy (mamy suszarę z ciepłego powietrza uderzającego z wszystkich stron) i mamy znany już nam z safari wiatrowy afrykański masaż twarzy. Pojawiają się na nogach nieodczuwalne wcześniej spalenia od słońca (mimo ogromnych ilości wcieranych kremów wodoodpornych 50+). Boli, ale warto było. Dobrze, że na ręce wzięłam długi rękaw. 

Na lunchu dowiadujemy się, że reszta ekipy ma dziś „Sunset Cruise”. Postanawiamy z Martą dołączyć:) Oszczędziłyśmy na wizach, idziemy. Ostatni wieczór na relaks. Będzie na pewno pieknie. I już można wziąć aparat:) (ale ale, co jest super, to że będziemu mieć foty z raftingu! Oni wiedzieli, gdzie będziemy skakać, gdzie się wywalimy itd, i z brzegu są super ujęcia:)) 

17:30

Siedzę sobie właśnie na dużej, eleganckiej łódce. Razem z ok. 20 osobami, z Malawi, USA, z UK i Szwecji (tymi z raftingu), i wieloma jeszcze niezidentyfikowanymi.

 Łódka sunie powolutku przez spokojną, szeroką, jakże inną od tej z rana Zambezi z poniżej wodospadu. Slonce coraz niżej. Żadnego wysiłku, piękno wokół, mijamy na brzegu dzikie ptaki, a nawet przed chwilą hipopotamy, wystawiające tylko na chwilkę swoje uszy, oczy i pyski do nabrania powietrza. 

Każdy coś popija, coś przegryza, rozmowy pełne entuzjazmu, everyone’s enjoying the cruise, the capitan is happy about it:) 

Ja też się nim ogromnie cieszę. Choć chwilę, jak tą, poświęcam na pisanie. Ale ja enjoy it so much:)  Potrzebowałam relaksu i spokoju na to. A czyż nie przyjemniej robić coś, co się lubi, w pięknych okolicznościach przyrody? 🙂 

Ale ludzie też mnie ciekawią:) Więc wracam z telefonu do ludzi:) 

***

Rejs był bardzo przyjemny. Choć nie widzieliśmy zachodu, bo akurat były chmury nad horyzontem. Ale zachód za chmury chociaż;) 

Dowiedziałam się, że średnio co 5m pod nami jest duży krokodyl. Więc jak się wpadnie do wody, to albo doplyniesz ty, albo on. Lepiej płynąć pod wodą i nie robić hałasu; płynąc na powierzchni lub, co gorsza, telepocząc się, usłyszy cię od razu. No i koniec przygody. 

Na szczęście podczas rejsu nikt nie wpadł ani nie postanowił skoczyć:) Wpadła tylko czyjaś kamerka go-pro i przepadła wraz ze swoją wodoodpornością i materiałem w głębinach Zambezi na zawsze. 

Na koniec rejsu był tort, bo akurat jedna rejsowiczka miała urodziny:) 

Podsumowując, było super:) Ludzie ciekawi, dało się miło pogadać. Jednak jak patrzyłam z boku, to zaciekawili mnie inaczej niż zwykle. Patrzyłam tam na tych wszystkich beztrosko spędzających sobie wieczór trochę ze zdumieniem (choć wcześniej byłoby to dla mnie po prostu normalne), i robiłam zdjęcia. Bo miałam cały czas w oczach kontrast do życia w Lindzie. Tu luksusik, tam prosta codzienność, tu wszystko do syta, tam, na ile starczy. Tu mieszanka ludzi ze świata, tam wszystko z pokolenia na pokolenie, takie samo. Ci sami ludzie, to samo otoczenie. 

Jutro wracamy do naszej Lindy. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s