.:Okiem po żywej mapie i Turkish Airlines:. 

1 marca, 5:40 na moim telefonie

Ciemna noc. Obudziłam się tuż nad deltą Nilu… Zawsze myślałam (po mapach o małej skali), że ten lej, to owszem, żyzne tereny, ale pośród po prostu rozlewajacej się coraz szerzej wody tej najdłuższej rzeki świata. Tymczasem patrzę, a to jest jak mnóstwo wysepek złożonych z koralików światła, połączonych także świetlistymi liniami, dając kształt plastra miodu, na morzu – ale morzu zieleni… Przynajmniej tak to wyglądało w tej ciemności.

Czyli miasteczka porozswietlane lararniami i połączone drogami? Koniecznie muszę sprawdzić na nieszkolnej mapie, a takiej, co mi to wyjaśni. Google Earth chyba będzie idealna.

Zostawiłam w Afryce jedną z przywiezionych tam przeze mnie dużych rozkładanych map – mapę Afryki. Niecelowo, tak wyszło, została „przygarnieta”. Chciałam tylko pokazać dzieciom, a potem wziąć z powrotem, bo nie mam takich więcej, ale nie dogadałam dając ją i już została. Teraz myślę, że może to lepiej. Dzieci zobaczyły swój kontynent w takiej dużej wersji i będą mogły poznawać geografię choć na takiej papierowej, i tak tak niedoskonałej, jednak na początek chyba niezbędnej mapie. Może któreś będzie się cieszyć jak kiedyś, lecąc nad Afryką, zacznie rozpoznawać kształty, będzie umiało odnaleźć się na ekranowej mapce i pozna, co ma pod sobą.

Tymczasem nic już nie widać, bo jesteśmy od paru minut nad Morzem Śródziemnym. Za niedługo wkroczymy nad Turcję i będziemy już tuż tuż naszego przedostatniego celu tej podróży. O dziwo – chyba godzinę przed czasem, jeśli dobrze pokazuje ekranikowa mapka i jeśli nie pogubiłam się w godzinach i strefach czasowych (czego ani trochę nie wykluczam). Czekam aż zacznie świtać, to będę się jeszcze mogła pocieszyć moim miejscem przy oknie. Ale jak patrzę, to chyba może nie zdążyć zajasnieć, a już wylądujemy w niezasypanym już śniegiem Stambule.

6:20 na moim telefonie

O, już widzę światła brzegu azjatyckiego, wlatujemy nad Turcję.

6:45

Kapitan ogłasza, że zaraz lądujemy. I że do lądowania jest kolejka, więc trochę pokrążymy. Poza tym – mgliście, a w Stambule 6 stopni. Usłyszałam też coś na kształt „don’t panic”. Może zdąży zaświtać:)

7:00

Juz nad Morzem Marmara, po prawej Cieśnina Bosfor, nad którą położony jest po obu stronach Stambuł (nie widzę, bo siedzę z lewej strony samolotu). Oho, właśnie zobaczamy z naszego kierunku. Robimy chyba wspomniane nadrobienie trasy. Tymczasem na horyzoncie pierwsza jasność – niedługo wschód!

7:15

Lecimy w chmurach/mgle i nic a nic już nie widać. Ale zmierzamy już prosto na lotnisko, 3km. Lądowanie. Znów na ziemi:))

.
OSTATNIA PROSTA DO POLSKI I CZYM JESZCZE MOGĄ ZASKOCZYĆ TURKISH AIRLINES

Po paru godzinach spokojnego czekania na lotnisku w Stambule (zjedzeniu śniadania, pochodzeniu po sklepach, porozkoszowaniu się Turkish delights, (nieudanej) próbie pomocy starszej pani z Teheranu niemowiacej po angielsku w uruchomieniu wifi na jej iPhonie) w końcu zmierzamy do naszego gate’u. 702. Idziemy, idziemy, a tam kolejne  strzałki, że dalej, dalej. No na takich krańcach tego lotniska to jeszcze nie byłyśmy.

Ale w końcu lotnisko się kończy i jest nasza bramka. Ledwo żywe po caaaalej naszej podróży od wczoraj rozsiadamy się przy bramce.

Parę minut, a tu ogłoszenie: zmiana gate’u. Na 225.

Kochamy Turkish Airlines.

Na razie pojawiła się informacja, że lot opóźniony o 1o minut.

Nie, nie będę zdawać relacji, co się dalej będzie działo. Napiszę radośnie z Polski, jak już tam dotrzemy.

Nie przerywajcie trzymania kciuków, ej!! ;D

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s