Gdzie jestem

15:00

Na co dzień czujecie, że żyjecie, prawda? I że to Wasze życie. Czujecie, że jesteście sobą?

Macie świadomość, że macie wolność, decyzje do podjęcia, sprawy do załatwienia, że macie na coś ochotę, a na coś nie? No pewnie, że tak. Przynajmniej tak zakładam, bo sama tak mam na co dzień. Choć mogę sobie też przypomnieć chwile, gdy sama istneję jak na autopilocie – więc jeśli wiecie jak to jest, gdy nie czujecie, że żyjecie, to możecie przejść akapit dalej.

Jak to jest? Wyobraźcie sobie, że nagle tracicie wszystko, co świadome. Koniec z poczuciem bycia Magdą, Kasią czy Michałem. Czujecie, że życie samo się dzieje, a nie, że Wy je tworzycie. Zupełnie jakbyście oglądali grę komputerową – ale nie Wy w nią gracie, jednak jesteście całymi sobą w tamtym świecie.

Tak się czuję od wczoraj, a dziś to już do potęgi. Zaraz startuje pierwszy mój samolot, do Stambułu. A ja po prostu siedzę. Żadnych uczuć.

Jedynie kontakt z bliskimi póki miałam zasięg przywracał mi częściową świadomość. Jak to się stało? Lecę sama, więc naturalnie nie mam z kim pogadać, czy podzielić się niepokojami. Dobrze, że choć przypomniał mi ktoś o tym, że nigdy nie jestem sama, że jest ze mną mój Anioł Stróż, i zamieniłam z nim parę zdań – całe szczęście, że z naszej dwójki choć on ma dziś poczucie humoru:)

Może to stres, może zmęczenie, może jakaś niepewność, a…. może po prostu lek na malarię, który wczoraj zaczęłam brać? 😀

Czuję trochę jakbym nie żyła, tylko istniała. Oby choć za jakiś czas powrócił mój duch do ciała.

Za to z całego tego dziwnego poczucia jest jeden plus. Dostrzegłam, co przywraca ducha – emocje 🙂 Życie dzieje się w choćby nikłym, ale prawdziwym uśmiechu, pod jedną chociaż łzą, czy jednym przekleństwem ze złości.

I że emocje płyną z nas, ale trudniej je odczuwać samemu z siebie. Najłatwiej może je wywołać drugi człowiek. Stąd życie najpełniej dzieje się chyba między uśmiechem a uśmiechem.

🙂

16:10

Przespałam się (może mój stan wynikał z niedospania w nocy?), zjadłam (i może mój brak ducha wynikał z tego, że już to wszystko raz przeżywałam? Drugi raz ta sama rzecz raczej nie wywoła tych samych przeżyć, drugi raz ten sam żart nie rozsmieszy tak naprawdę, drugi raz pyszne jedzenie w Turkish Airlines i woda podana w kubeczku również nie są już dziwne :)), lecę, uśmiech mi wraca.

Zza okna promienieje słońce! Jestem na „aisle seat”, więc nie mam najlepszej pozycji do cieszenia się patrzeniem na piękno chmur, świecących i poczochranych dziś pięknie na niebie jak runo baranka pasącego się w górach, ale to nic. Ten blask dociera nawet do mnie. Mimo że nadal jestem sama, to chyba powoli wracam do siebie. Jak dobrze!

___

Warszawa – Stambuł, 1430 km w nieco ponad 2 godziny.

10000 m n.p.m., – 51°C.

______

19:00 lokalnego czasu, 18:00 polskiego

Jeej! Dolecialam do Stambułu. Wychodzę zadowolona, idę spokojnie do łazienki, myślę sobie w końcu spokojnie, tyle czasu!

Patrzę na tablicę z lotami – Nairobi: boarding trwa! Jak to? Patrzę na zegarek, koło 17:45. Tak późno? Lecielismy dłużej niż myślałam. Ale lokalnego czasu przecież to już 18.45. Lot 19:35, szukam gate’u, last call:D Poszłam w złą stronę, ale się zorientowałam w porę.

Gate znaleziony po małym truchcie, wchodzę spokojnie do wielkiego Airbusa z 8 rzędami siedzeń, po około 40 miejsc w każdym.

Czeka mnie najdłuższy lot, ponad 6 godzin. 6 godzin filmów, czytania, muzyki, jedzonka:) No i trochę snu:D mmm…

Natomiast krótki odcinek serialu „Magda w drodze do Lusaki” na stambulskim lotnisku był także nie bez ciekawych wrażeń. Teraz w samolocie chyba już nie ma oprócz mnie żadnego Polaka. A już na lotkisku zaczął się prawdziwy, różnorodny ŚWIAT. Ludzie z wszelkich kultur. Pani z Indii, w pięknej sari i z kropką na czole razem ze mną w łazience czesała włosy. Wokół mnie w drodze większość osób jest nagle czarnoskóra, ale ich odcienie skóry są zdecydowanie różne.

W Warszawie stałam w kolejce do kontroli paszportu za sporą grupa Żydów – ubrani bardzo charakterystycznie, z identycznyni kapeluszami na głowach i długimi bokobrodami. Mali chłopcy wyglądali naprawdę przeuroczo, acz szaleli strasznie, wożąc się nawzajem na wyscigi na wózkach lotniskowych i czasem wyjeżdżając w kogoś.

Kultury to świat.

Coś pięknego.

Byleśmy się nawzajem kochali i inspirowali, a nie dzielili.

2:40 czasu kenijskiego (1:40 polskiego)

Wysiadłam z samolotu w Kenii i czekam na autobus. Zimno!

3:30 (2:30)

Ile spokoju.

Pozdrowienia z równika! ;D
Lotnisko w Kenii
Pokój katolicki do modlitwy

5:00

Prawdopodobnie odwiedzę jeszcze lotnisko w Johannesburgu:D

Jedna myśl na temat “Gdzie jestem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s