O korzyściach z otwartości i co się pozmieniało

23 września, 11:20, droga powrotna z Livingstone, jedziemy po prostej drodze, wciąż przed siebie, po obu stronach wpółsuche lasy a także całkiem zielone drzewa, równiny, czasem górki, co jakiś czas kozy, czy bydło (czasem wchodzące na drogę..), a także dość rzadko, ale regularnie, malutkie wioski i ludzie, sprzedający jedzienie albo lokalne wyroby lub idący bądź jadący na obładowanym rowerze drogą, zupeeeełnie z rzadka jakieś miasto i sklepy, czy stacja benzynowa)

Życie to zmiany. 🙂 Po raz kolejny to wybrzmi w moich wypocinach, mam nadzieję, że nie macie dość. 😀

Będzie więc post o zmianach mniejszych i większych. W naszym domku w Mujo’s, w Lindzie od ostatniego mojego pobytu tam, no i we mnie przez ostatnie dni. 🙂

Ale zanim to – to co się dzieje teraz.

MARK I RUTH, czyli how to meet angels at Devil’s Pool i co w Zambii jest lepsze niż w RPA 🇿🇦 🙂

Afryka uczy mnie mnóstwa rzeczy. Jedną z nich jest zdecydowanie to, że warto być otwartym. I jest to nauka przyjemna:) Łatwiej się uczy czegoś, gdy wokół wszyscy tak się zachowują. Tu wszyscy witają, pozdrawiają, pytają co słychać. Ja z… hmm. Z natury? Z wyuczenia? Z przyzwyczajenia? – nie jestem taka otwarta. Jednak lubię być otwarta. 🙂 Lubię zagadać do kogoś, zaciekawić się jego miejscem na ziemi czy emocjami. Wiem, że ludzie się lepiej czują, jak ktoś się nimi zajmie lub zaciekawi. Lubię im to dawać, a przy okazji sama czuję się szczęśliwsza niż tkwiąc sama i milcząc. Jednak często brakuje mi odwagi czy siły przebicia. Tym razem jednak wystarczyło naprawdę niewiele. Będąc na Devil’s Pool (o tym w następnym poście :D) ktoś to mnie zapytał jak się czuję i skąd jestem i gdzie mieszkam w Zambii. Ja odpowiedziałam i również zapytałam – i okazało się, że państwo jadą zaraz do Lusaki swoim samochodem:D I zaoferowali podwózkę! To 480 km w wygodnym aucie, i to jeszcze nie chcą od nas nic za drogę…

Otwartość się opłaca. Czasem wystarczy odwzajemnić zainteresowanie i odważyć się zapytać, gdy się okaże, że ktoś ma możliwość nam pomóc. Ludzie lubią pomagać. 🙂

Ale do rzeczy! Mark i Ruth są z RPA, ale przeprowadzili się do Zambii i mieszkają już długo w Lusace. Zapytałam ich o różnice w tych obu państwach. RPA jest dużo bardziej rozwiniętym państwem. Są tam ogromne miasta jak np. Johanesburg, bardzo podobne do europejskich. Jest to kraj bardzo zróżnicowany geograficznie – góry, sawanny, ocean, plaże. Ma jednak duża wadę w porównaniu do Zambii. W RPA jest duży problem z prześladowaniami na tle rasowym. A w Zambii kompletnie nie ma.

A czego dowiedziałam się ogólnie – do Afryki napływa bardzo dużo… Chińczyków. I niestety nie robią dobrej roboty, bo nie handlują z lokalnymi, a budują swoje dzielnice i tam żyją. Pracowników wynajmują swoich i pieniądze idą do Chin. Mimo że np. w Zambii bardzo trudno o pozwolenie na pracę, nawet dla takich osób z RPA, to Chińczycy dostają pozwolenia bez problemu.. W Lusace powstaje nowy terminal na lotnisku Kennetha Kaundy (główne lotnisko Zambii), i budują je oczywiście Chińczycy. Prezydent oddał w leasing na 35 lat lotnisko Chinczykom i stanie się tak też z innymi miejscami, być może też z kolejnymi lotniskami – z tego co zrozumiałam, powodem są zadłużenia. Więc Chińczycy będą nim zarządzać, Chińczycy budować. Więc przychody znów nie pójdą do Zambii…

Mark i Ruth są biali – i są Afrykańczykami. Tak. Ich rodziny już od 4 i 5 pokoleń żyją tutaj. Może i większość z nas ma taką świadomość, że np. w RPA jest wielu białych ludzi, ale czy CZUJEMY, że oni są Afrykańczykami? Warto obudzić w sobie takie przekonanie. Bo są. Prawdziwie są. Kim innym mają się czuć? W Europie może nawet nigdy nie byli. Tak samo warto zrobić wgląd w swoje spojrzenie na pojęcie narodu. Patrzymy wydaje mi się bardzo przez pryzmat Polski, gdzie większość ludzi jest od dziada pra-pra-pra-pra… dziada Polakami z krwi i kości. Mieszkający w Polsce, wyglądający jak Polak, zachowujący się jak Polak. A tymczasem ludzie od lat się przemieszczają. Przeprowadzają. Mieszają. Jakim prawem możemy odbierać komuś poczucie przynależności do jakiegoś miejsca czy kultury na podstawie jego wyglądu? Sama się z tym mierzę, chciałabym to w sobie zmienić. Kategoryzacja świata w jakieś ramy ułatwia życie, ale czy jest dobra?

Mark i Ruth dużo podróżują po różnych safari. Mówią, że teraz jest najlepsza pora, bo sucha i zwierzęta przychodzą do rzek. Może jeszcze uda mi się pojechać? Bardzo bym chciała.. Nie widziałam jeszcze dzikich kotów na wolności, to musi być niesamowite przeżycie. A może to ma poczekać na kolejny raz? 🙂 Safari nocne i safari w porze suchej, to bym chciała przeżyć!

ZMIANY

Dobra, teraz już będzie lekko i przyjemnie. 🙂 Czyli o zmianach. Czas start!

Na moje łóżko założyłam już moskitierę – pojawił się jeden komar i nie miałam zamiaru słuchać jego brzęczenia w nocy 😀

Nie mamy już naszych 5-centymetrowych pająków w łazience: po paru dniach, gdy każde sięgnięcia po papier wiązało się z poruszeniem się pająka stwierdziłam, że nie muszę tego znosić. Chwyciłam za spray i… Zza toalety oprócz tego wyszedł drugi podobny, i zwiał do góry. A ten pierwszy potraktowany został śmiertelną dawką… Czułam się jak zabójca, czyli źle. Ale to było w obronie własnej, więc może będzie mi wybacozne. Choć jestem teraz spokojna wchodząc do łazienki. Muszą sobie na przyszłość pajączki rozważniej wybierać mieszkanie.

Wyniosły się karaluchy! Nie ma:D (póki nie ma, trzeba się cieszyć!)

W mieszkanku nie mamy lodówki, ale za to kuchenka nadal działa, mamy nowy czajnik (więc nie ma jeszcze tyle kamienia).

Kupiłam lusterko, więc kobietom-wolontariuszkom łatwiej będzie być kobietami :D.

Na stołach leżą, a w przejściu i na oknie wiszą takie same chitengi, więc jest dużo przytulniej niż półtora roku temu. 🙂

Zostało dobudowane pomieszczenie przy pokoju (teraz jest tam pokój nauczycielski), więc nie ma już w nim okien na dziedziniec ;( Jedyne pozostałe okno wychodzi na pokój nauczycieli, więc słychać jak tam sobie gawędzą. Za to mieszkanko powiększyło się o przedsionek.

W prysznicu jest nowa, większa półeczka na kosmetyki, a w przejściu nowy wieszak na rzeczy (gwoździe ;D). (Giza – bojler – nadal nie działa, i wg mnie już nie zadziała, więc może go w końcu zdejmą. Ciekawe, kiedy John straci nadzieję, że ktoś go będzie w stanie naprawić:D).

Spłuczka w WC działa bez zarzutów.

Półkę-barek w kuchni jedzą mrówki/termity?. Próbuję temu zaradzić, ale jest ciężko, one mają swoje drogi:D

Szkoła się rozbudowuje. Powstały 2 nowe klasy (informatyczna oraz duża dla Grade’u 8) oraz toalety (nadal jest to niestety tylko namiastka łazienki, jaka powinna być w szkole…). Na naszych oczach powstaje biblioteka, która jest remontowana wraz z biurem Johna (w miejscu byłego pokoju nauczycielskiego i poczekalni do Johna) – to będzie prawdziwy szał! Płytki, okna, sufit. To będzie wyjątkowe miejsce w Mujo’s. John planuje też zbudować tam werandę, czyli dach dla czekających na wejście do niego.

W Lindzie pojawiły się nowe murowane domy. I powstają wciąż nowe. Nawet pół metra jeden od drugiego:D

Upadły też niektóre sklepy, np. jeden duży, w którym kupowałyśmy puszkę z mięsem czy proszek do prania.

W porze suchej niektóre miejsca wyglądają inaczej, nie ma wszechobecnej kukurydzy, za to wiecej suchej ziemi, a gdzieniegdzie poletka z warzywami.

Na drodze do Lusaki pojawiły się dwa przystanki autobusowe z prawdziwego zdarzenia, a także kilka dużych budynków.

W Lusace budują się drogi. Poza tym pojawiły się nowe sygnalizacje świetlne lub naprawiają istniejące. Chyba tyle, ale jeszcze będę obserwować 🙂 A, no i powstaje nowy ten nowy, nowoczesny terminal na lotnisku.

Kart SIM już nie przycinają nożyczkami do małego rozmiaru, ale kupuje się już przycięte i wyciąga ramkę do wielkości nam potrzebnej. 🙂

A, no i na deser zmiany we mnie.

Byłam zdrowa, jestem chora:p Ale mam nadzieję to się na powrót szybko zmieni. 🙂

Nie maluję się, więc wyglądam dobrze tylko jak jestem wypoczeta. Ale nawet jak wyglądam źle, to nie przejmuję się zbytnio. Wyglądam jak wyglądam, dzień trwa:) Staram się dbać o siebie, ile konieczne.

Nie suszę włosów suszarką. 🙂

Zaczęłam zauważać, że nie lubię, jak ktoś chce, żebym decydowała za niego w sprawach, które dotyczą tylko niego. Bo nie wiem, czy to, co wybiore będzie dla niego dobre. A sama tak wiele razy w życiu robiłam, może to kolejny impuls, żeby to zmienić i jak najczęściej być zdecydowanym i wiedzieć, czego się chce.

Zaczelam też zauważać, że jestem mało zorganizowana. A bez planu ginę w dniu. Robię różne rzeczy za późno lub zostawiam sobie na nie za mało czasu. Czuję, jakbym marnowala czas. A poza tym wpływa to na to, że źle o siebie dbam. Zadbanie o posiłek schodzi na za daleki plan… Trzeba by coś z tym zrobić, Afryka nie Afryka, trzeba dbać o siebie i o swoje zadania na dzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s