Wake up for the sunrise! Last sunrise and goodbies

5 października, piątek, Dzień Nauczyciela, 8:00

Bardzo, bardzo chciałam porobić tu zdjęcia z rana. Wiadomo, poranne światło jest bardzo magiczne. Także rankami można zaobserwować nieco inne życie.

Bardzo też chciałam iść na Mount Makulu, najwyższą górkę w okolicy, żeby spojrzeć, jak to wszytsko wygląda z oddali.

Dziś, z pomocą Mathews (który nas zaprowadził) i Magdy (której się spodobał pomysł i skutecznie mnie obudziła :D) udało się spełnić te dwa moje marzenia na raz. Wszak to mój przedostatni dzień, więc czas już skurczony jak przebity balonik.

Wschód miał być o 5.50, więc zaplanowałam wyjść o 5.30, gdyż mieliśmy kawałek do przejścia. Oczywiście, było to za późno, przecież jasno się robi już wcześniej 😀 Powinnam była nauczona doświadczeniem oglądania wschodu w Krakowie z Kopca Kraka zaplanować co najmniej półgodzinne wyprzedzenie.:p Ale to nic:D na wschód PRAWIE zdążyliśmy, zobaczyliśmy słońce już tuż nad horyzontem, z górki, która była po drodze na Mount Makulu… 🙂 Natomiast światło poranne w dalszym ciągu nie zawodziło, więc widoki z góry Makulu mieliśmy przednie 🙂

Więcej jak wrócę i zgram z aparatu! 🙂

Dziś w szkole jest wolne. Dzień Nauczyciela. Nauczyciele z Mujo’s robią dziś sobie wspólną wycieczkę do parku Mundawanga, a my realizujemy swoje plany na moje ostatnie chwile tutaj…

PAMIĘTAJCIE O OGRODACH

Na popołudnie zaplanowałyśmy wizytę u pani Banda. Żony znanego mi, zmarłego dwa miesiące temu najlepszego przyjaciela Johna, Alefy Bandy. Tak. Zmarł nagle. Żona została sama z dwójką dzieci, córka kończy szkołę (grade 12, lada dzień egzaminy), a syn jest w 8 klasie. Chciałam wpaść się przywitać i zapytać jak się trzyma.

Ucieszyła się bardzo z naszej wizyty, choć pamiętała mnie raczej słabo. Udało się chwilę powspominać pana Bandę i moje poprzednie odwiedziny, było bardzo miło. Zostałyśmy poczęstowane kukurudzą i poszłyśmy z Rebeccą, córką Bandów, podziwiać ich wspaniały ogród…

W ogóle miłość do ogrodu jest czymś co bardzo łączy. Ogród daje cień, daje dobre powietrze, daje piękno kwiatów, daje smaczne owoce i zdrowe warzywa. Daje ciszę i ostoję. Daje zajęcie na oderwanie się od spraw codziennych.

Uważam, że każdy powinien mieć ogród. Wiem, że nie każdego stać na kawałek ziemi, a czasem po prostu nie ma miejsca, ale jeśli tylko ma się okazję, to apeluję o pamiętanie o ogrodach! (jak śpiewał w piosence Jonasz Kofta). W takiej Lindzie jest ich bardzo mało, a sama widziałam na własne oczy, da się taki posiać i utrzymać. 🙂

W tamtym niesamowitym ogrodzie są truskawki (takie jak u nas! Już są zielone owoce:)), jabłka (nie rosną takie duże i piękne jak u nas, ale próbują je hodować), mango, awokado, papaja, pomarańcze, mandarynki, banany, coś jeżynopodobnego, tylko rosnącego na drzewie, a nie na krzewie, cebula, szczypiorek, kukurydza, trawa cytrynowa, aloes, jacaranda tree (to fioletowe), umbrella tree (teraz przepięknie kwitnące na soczystoczerwono), palmy, ogromne kaktusy, guava, dynia, coś cukiniopodobnego też na drzewie… i więcej nie pamiętam… 😀

To jest niesamowity ogród. Część należy do Bandów, a część jest jej sąsiadki, która tam też rozmnaża rośliny na sprzedaż.

(zdjęć na razie brak, bo wszystkie nieopacznie zrobiłam aparatem)

Ale będą!

6 października

Moje ostatnie wuka (czyt. łuka, nyanja: obudź się) w Afryce. Było dość niecodzienne, bo jedna uczennica chciała się pożegnać i sama otworzyła sobie boczne drzwi i weszła do naszego pokoju i potem czekała aż się obudzę… Cel był może przemiły, acz skończyło się dziwnie, bo nie była zbyt rozmowna. Może jednak po prostu cos chciała dostać? Ciężko mi powiedzieć, było to dla mnie bardzo niezrozumiałe, co się rano wydarzyło. Ale pominmy ten incydent.

Miałam potem swój ostatni dzień w Lindzie. A raczej poranek i południe. O 13 mieliśmy ruszać.

Przyszli mnie pożegnać ci, z którymi naprawdę spędziłam ten czas, to było przekochane. Dostalam pożegnalny list, który przeczytam w samolocie. Przyszli moi chłopcy od castingu, i wzięli wędki, żeby jeszcze porzucać:) Mam nadzieję, że jak pojadę, zapał im nie minie i będą sobie radzić z poplątaną żyłką i wiązaniem ciężarów, jak ich nauczyłam.

Zdarzyły się też odwiedziny „pierwszy raz Cię widzę, ale będę tęsknić, daj mi coś na pamiątkę”. Ale na szczęście wiedziałam, że tak się może stać, więc się nie przejęłam.

Wczoraj pożegnał mnie Abu (Abraham), przytulił się mocno…

Na dziś umowilysmy się na 8.30 na smażenie frittasow u Joyce. Cos cudownego. 🙂 Wymyśliłyśmy, że można je posypać cukrem pudrem, więc w wielkiej mozdzierzy zmieliłyśmy cukier na cukier puder. Proces powstawania owych wyjątkowych frittasow opisze na swoim blogu i zaopatrzy super fotkami Magda (Bez Szpilek), więc czekajcie na przepis! ;D

Nagle pod koniec już smażenia przyszło mi do głowy, że skoro ona robi zdjęcia, to ja mogę nagrać ten proces. Wow!

A po chwili, że przecież mogę nagrać filmy! Z Lindy. Jak tu wszytko wygląda. Film lepiej oddaje życie niż zdjęcia. Zdjęcia to bardzo subiektywny obraz świata. Kreacja. Wybieranie. Film pozwala poczuć, jak jest naprawdę, każdemu na swój sposób. Nie jest oczywiście w 100% obiektywny, pokazuje jakiś kawałek rzeczywistości, ale zestawienie ruchomego obrazu, jaki widzimy na co dzień, z dźwiękiem, jaki też słyszymy, daje nieoporównywalne odczucia.

🙂

Poszłam więc zrobić kilka filmików. Lepiej późno, niż wcale.

Spotkałam znajomego sklepikarza z Kongo, z którym rozmawiałam sobie po francusku, odkąd Magda odkryła, że on mówi po francusku 😀 (po angielsku mówil od początku bardzo słabo, ale jakoś nie zainteresowałam się, czy może zna jakiś inny język niż nyanja). Opowiedział mi o swojej sytuacji, o tym, że w Kongo jest od kilku lat wojna i że jest uchodźcą, że w Zambii jest około 15 milionów uchodźców z Kongo… Czułam, że jest zupełnie inny niż Zambijczycy. Bardziej uprzejmy, mniej pewny siebie, ale więcej pokory.

Powiedziałam mu, że jadę dziś. A on na tą naszą pogawędkę postawił mi picie:) To było supersympatyczne.

Wracając do domku jakaś pani mni zaczepiła, że chce, żebym jej kupiła takie picie. Mówię, że nie mam przy sobie pieniędzy, że to dostałam. A ona, że ona chce. Ja, już wiele razy miałam taką sytuację i w końcu sobie przemyślałam, co odpowiem. „A ja co dostanę w zamian?” A ona, że jej ciało. 😀 więc się roześmiałam, że to za wiele za zwykłe picie i poszłam…

W Mujo’s ostatnie pożegnania z moimi chłopakami, dwóch odprowadziło mnie pod dom Johna, gdzie czekał samochód (John jeszcze nie).

Ostatnie chwile.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s