Dzień 2. i 3. Z nocą w mieście Maryi

Postanowiłam mniej pisać, bo naprawdę uważam, że tu trzeba po prostu przyjechać plus nie da się tego wszystkiego spisać – tej calej ogromnej wiedzy naszego przewodnika, księdza Piotra, (mimo że robię notatki) oraz wszystkich wrażeń własnych.

Jednak już zaczęłam, więc choć częściowo Wam opiszę, co tu zwiedzamy, co tu czuję.

Połączyłam w tym wpisie dwa dni spędzone w jednej z trzech krain Ziemi Świętej – Galilei – które rozdzieliła właśnie noc w mieście Maryi – Nazarecie… Mieliśmy tu do dyspozycji w końcu nieco więcej czasu, a dzięki noclegowi na miejscu wieczór na modlitwę w kościele Nawiedzenia Maryi (tam wcielił się Bóg!) (i dziękuję Marysiu i Januszu za zabranie mnie tam:)).

Galilea (piątek): Karmel, Kana Galilejska, Góra Tabor, Nazaret

Msza u karmelitów, nad morzem, w klasztorze Matki Bożej Gwiazdy Morza (Stella Maris). Nasz ksiądz bardzo dba o to, gdzie mamy Msze. Są to wyjątkowe miejsca. Tu na przykład nie było to w głównym kościele, a w kaplicy, gdzie modlą się tylko mnisi.

Potem dalej w drogę, czas na pamiątki i w końcu Kana Galilejska…. To było coś pięknego, mamy w grupie kilka małżeństw z przeróżnym stażem i w malutkiej grocie mniej więcej w miejscu wesela w Kanie odnowili przyrzeczenia małżeńskie.

Kolejnym etapem była Góra Tabor. To brzmi trochę jak wyliczanka, naprawdę jest dużo do zobaczenia, a czasu niewiele, a w istocie każde miejsce bardziej niesamowite od poprzedniego… Cóż to za Góra! Bardzo wysoka i stroma. Jechaliśmy busikami, dojść tam by było ciężko.. A na tej górze Jezus przemienił się wobec uczniów! Ukazał im swoją chwałę, pokazał się Mojżesz i Eliasz i zabrzmiał głos z nieba ‚JEGO słuchajcie!’ Jego, Jezusa. Nie Mojżesza, nie Eliasza. Jezusa. Słowa Boga. Potem oblicze Jezusa z powrotem stało się ‚ludzkie’ – ale świadectwo pozostało w uczniach.

Na górze przepiękne sanktuarium stworzone przez włoskiego architekta Antonio Barluzziego. No i widoki w dal..

Potem już został nam Nazaret.

Miejsce gdzie „spotykają się” Matki Boskie z całego świata ;D

Tak to nazwałam. Są te kawały o spotykających się Maryjach xD, a tu one się spotykają w kilkadziesiąt:p No a na poważnie, to rzeczywiście warto odnawiać w świadomości, że Maryja jest jedna 🙂 Jednak liczność jej przedstawień dowodzi, jak ważna jest w Kościele, i to na całym świecie. Przed kościołem Zwiastowania Maryi są urocze krużganki, których jedyna ściana jest wypełniona wizerunkami Maryi z różnych krajów… Dla przykładu:

Niektóre były naprawdę wyjątkowe i piękne. Najbardziej mnie urzekało, że były tak różne i tak zakorzenione w kulturach…

Cały kompleks był bardzo piękny. A wewnątrz grota zwiastowania 🙂 Do tego obok kościół św. Józefa, niezwykłego człowieka. Który umiał słuchać Boga, cokolwiek ten mu powiedział. A dostawał bardzo trudne zdania. Uciec do Egiptu, przeprowadzić się daleko, a nade wszystko przyjąć brzemienną Maryję… On niezwykle kochał! I ufał.

Galilea (sobota): Jezioro Galilejskie (Tyberiadzkie/Genezaret): Góra Błogosławieństw, Tabgha (tam, gdzie Jezus ukazał się Piotrowi i Janowi z brzegu), Kafarnaum (dom św. Piotra), Gino Sar, Tyberiada

Kolejny piękny dzień – ale ten naprawdę wyjatkowo. Tętni życie, jest radośnie w całym powietrzu! Miejsca, które odwiedzamy są zielone, kolorowe w kwiaty, jezioro błyszczy w słońcu…

Dzień zaczęliśmy Mszą na Górze Błogosławieństw, pośród drzew z widokiem na jezioro w oddali i otoczeni radosnym skrzeczeniem papug… 🙂 Co więcej akurat tak się trafiło, że śpiewałam tam psalm ❤ A ksiądz Piotr mówił dużo o radości. Że bycie szczęśliwym jest pierwszym warunkiem bycia chrześcijaninem, żeby się zastanowić tak w głębi, czy jesteśmy szczęśliwi. 8 błogosławieństw mówi właśnie o tym, jakie są warunki prawdziwego szczęścia. To była dla mnie trudna mowa. Jak to, nie można się smucić? Ale to chyba nie tak. Jest przecież nawet „błogosławieni (szczęśliwi), którzy się smucą…”. Tylko ksiądz nam wyjaśnił, o jaki smutek chodzi. O smutek z powodu popełnionych grzechów. Jeśli smucimy się z zasmucania Boga, to prowadzi do skruchy i żalu i poprawy i dlatego to jest jeden z warunków szczęścia, tak to rozumiem. To była trudna mowa.. Zastanów się, czy jesteś szczęśliwy. Tak w głębi. To, jak żyjesz, co robisz. Wiadomo, każdemu czasem jest smutno, ale jeśli ma się takie szczęście głębokie, a chyba o to chodzi, tak mi się wydaje, to żadne smutki nie popchną nas z dala od Boga.

Później czekały nas chwile nad jeziorem… 😍 Można było patrzeć na taflę, po której Jezus czy Piotr szli…. Czy jesteście w stanie w to uwierzyć? Nie to, że to stało się w książce – ale naprawdę. Na jeziorze, które istnieje i po którego kamienistym dnie chodziłam dziś wzdłuż brzegu, a małe rybki łaskotały mnie w stopy.. 🙂

Następnie Kafarnaum, miejscowość, w której Jezus mieszkał 3 lata. Szczerze mówiąc w ogóle nigdy nie wyobrażałam sobie jak to miasto moze wyglądać! Ani mi nie przyszło do głowy, że może być na górze, że miało taki widok na jezioro! Że wyglądało nieco rzymsko ze swoimi starożytnymi kolumnami. Przepiękne miejsce! Mieszkał tam św. Piotr i już od pierwszych wieków chrześcijanie budowali w miejscu jego domu świątynie i gromadzili się.

Potem chyba mój ulubiony moment dnia 😀 czułam wolność i radość. Lubię wodę, jeziora, rzeki, morza! A my mieliśmy rejs barką…..:) Tak jak. Piotr i inni uczniowie wypływali na jezioro zarzucać sieci i łowić ryby. Było cudownie. Wiatr, słońce, fale, muzyka (no i zdjecia:)) Zaczęło się od tego, że ksiądz puścił nam „Barkę” ❤ Potem kolejne opowieści i kolejne pieśni, najpiękniejszy przekaz miała dla mnie taka żydowska, mówiąca „Boże uczyń mnie mocnym – uczynię Cię mocnym, jeśli dasz mi ciszę”, pieśń która śpiewali tu rankami rybacy ruszajacy na połów („Ana B’Ko’ach”). Potem pan ze statku zaczął rozkręcać nas ustawiając nas w kółko i ucząc prostych kroków do innej pieśni żydowskiej 😀 nie powiem, niosły te fale, było super.

Kolejnym punktem był obiad w eleganckiej restauracji, gdzie jedliśmy rybę św. Piotra 🙂 Zapytałam, nazywają ją tu talabia. Była smaczna, acz dużo ości! Jezioro Galilejskie ma gorzkie wody, więc jak dla mnie to nie to samo, co ryby morskie, ale było super jej spróbować. 🙂 Na deser PYSZNE świeże daktyle, mmmmm. I kawa z kawarki.

To były nasze ostatnie chwile w Galilei, wróciliśmy do Betlejem i zostawiliśmy za sobą jezioro i góry oddzielajace Izrael i Jordanię.

***

Przypomniał mi się mały szczegół, który mnie rozsmieszyl jak w czwartek szliśmy po pustyni. Po wyjściu z klasztoru grekoortodoksyjnego trzeba było zejść kawałek w dół – i krzyczało kilku miejscowych „taxi, taxi!”. A tam oczywiście żadnych aut ani nawet riksz itp. nie było. Natomiast parę kroków dalej stały… osiołki 😅

Dobrej nocy, do usłyszenia jutro lub pojutrze, z Betlejem:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s