Mary Magdalene

Jak już to można było przyobserwować, marzenia w podróży się spełniają. Monika zwiedziła Stambuł i ma otwartą kuchnię z ladą plus czuje się jak księżniczka na swoim łóżku (bo śpimy pod moskitierami, które wyglądają jak baldachim;D). 

A co że mną, cóż. Chyba na razie nie zauważam spełniania swoich, może nie mam ich za wiele? A wczoraj kazałam dzieciom rysować ich marzenia, ze świadomością jak ważne jest, żeby je mieć, żeby w ogóle miały szansę się spełnić i dać tą ogromną radość. (Akademia Przyszłości zasiała swoje ziarno;)). Gdy nie wiesz, że chcesz wejść na Mt Everest to czy wejdziesz na niego przez przypadek? No właśnie. 

Ale nie wszystkie marzenia wymagają podjęcia konkretnych kroków; pewnych tak (musiałyśmy się ruszyć z naszych domów – stref komfortu), ale mogą spełnić się nieświadomie, bez naszej woli (jak to ze Stambułem) albo nieco inaczej niż się sobie wyobrażało (jak z baldachimem lub kuchnia). 

Jednak aby poczuć radość z ich spełnienia, trzeba wcześniej je mieć:) No to na co czekasz? O czym marzysz? O czym najdrobniejszym? A o czym największym? Pytanie do własnego serca.

***

Ja mam sporo marzeń, ale chyba same wielkie. Przywieźć stąd super zdjęcia, wrócić zdrowa, nauczyć tu te dzieci jak najwięcej, poznać ten świat. Hm.. Chociaż jednak to są chyba bardziej cele (a też tylko niektóre 🙂 ). Muszę pomyśleć nad marzeniami. 

Czym się różni cel od marzenia?

***

Jednak okazało się, że cośtam miałam w mojej głowie. Bo strasznie się ucieszyłam, kiedy zostałam Marią Magdaleną:) 

Jak to się stało? Tutaj ciężko im jest zapamiętać moje imię. Czasem jestem Magdalen, czasem Magadalen. A także nawet Mag (tak mówi nam mnie nasz najlepszy friend,  Mr Banda, przyjaciel Johna, za moim przyzwoleniem, bo tak mu łatwiej:)). Jednak jak ktoś skojarzy, że to Magdalena, to nazywa mnie Mary Magdalene. Oni chyba bezwarunkowo łączą te dwa imiona. Mimo przedstawiania się jako Magdalena, mówią potem o mnie Mary 😉 lub Mary Magdalene. 

Cieszę się, bo to moja patronka, ale też bardzo lubię połączenie tych imion. No i reaguję na nie:) bo na przykład dzieci mają nadal problemy i wołają na mnie teacher Monika :p (wcześniej była tu też Monika i mają dobrze to zapamiętane, a i to imię jest prostsze) – i na to udaję, że się obrażam, i nie reaguję;p tylko mówię, że „I’m not teacher Monika, I’m teacher Magdalena”. 🙂 i czasem jak chcą, to im zapisuję. Ale oczywiście pomagam, kiedy wołają. (*niektóre pamiętają już i wołają mnie Magdalena<3 🙂 )

Ciekawe czy 1,5 miesiąca bedzie wystarczające na nauczenie się trudnego imienia dla wszystkich 🙂 zobaczymy;) Nawet jeśli nie, to trudno. Dla niektórych będę Moniką, a dla niektórych Mary Magdalene. Dodatkowo w podróży też się trochę zmieniamy, no i inni różnie nas postrzegają, to normalne, jesteśmy nowi.  Jednak czy róża pod inną nazwą..? A czuje się przeciez jakoś w środku, że imię tyle znaczy. Jednak na rozum – to ja mam wiedzieć, kim jestem. 

I ja wiem:) 

***

Okazało się, że jednak tworzą się we mnie tu marzenia:) i też spełniają:) Marzyłam na przyklad o tym, żeby w prysznicu była słuchawka, a nie taki z góry rozpryskujący na boki. I od dziś mamy taki, bez proszenia:)) Żeby mieć na podłodze szmatkę-recznik w łazience – nagle mamy:) O czym teraz sobie zamarzyć? :))

P. S. Pogadalysmy z Moniką o naszych miejscowych marzeniach i Monice doszło m.in. takie, żeby z gradu 2&3 wszystkie dzieci spały jak przyjdzie do nich na zajecia;) możliwe? (ale dziś – 19/01 –  były prawie jak aniołki, więc to marzenie pewnie się zmodyfikuje;)  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s